24.06.2016

Manicure - ulubione produkty // SALLY HANSEN, ESSIE, ESSENCE, HERBA STUDIO, NCLA


Najczęściej na blogu piszę o lakierach, natomiast rzadko wspominam o ulubionych produktach pomagających wykonać sam manicure. Przez moje ręce przewinęło się sporo produktów, ale w końcu skompletowałam zestaw, który mnie satysfakcjonuje. Dzięki niemu skrócenie paznokci, rozprawienie się ze skórkami oraz samo malowanie zajmuje mniej czasu i mam pewność, że manicure utrzyma się nienagannie przez następnych kilka dni. 

SALLY HANSEN Cuticle Remover - Preparat do usuwania skórek /recenzja/
Całkowicie zrewolucjonizował mój manicure. Wystarczy niewielka ilości, żeby w ciągu kilku sekund usunąć odstające lub narastające skórki. Bardzo delikatnie rozpuszcza i jest bezbolesny w stosowaniu.  Poręczna buteleczka i wygodny dozownik bardzo ułatwiają cały proces, a do tego wystarczy stosować go raz w tygodniu. Swój egzemplarz zamówiłam z Allegro i tam chyba dostępny jest najtaniej.

ESSENCE Cuticle Pusher - Patyczek do skórek • Produkt wegański •
Świetnie sprawdza się w duecie z żelem Sally Hansen. Wcześniej używałam drewnianych patyczków lub metalowego radełka, ale ten okazał się najlepszy. Trzonek jest plastikowy, natomiast końcówka ceramiczna. Jest krótki, więc poręczny w używaniu. W bardzo łatwy i nieinwazyjny sposób usuwa rozpuszczone skórki.  Kupiłam go za 10 zł w Hebe. 


ESSIE First Base - Base Coat
Baza pod lakier to dla mnie podstawa każdego manicure'u. Nie tylko zabezpiecza płytkę przed przebarwieniem, ale też przedłuża trwałość lakieru. Zależało mi też na produkcie, który nie będzie zawierał szkodliwego formaldehydu. Zamówiłam ją na Allegro i z tego co pamiętam kosztowała około 13 zł. Ma wygodny, szeroki pędzelek. Po wyschnięciu wygląda jakby wniknęła w płytkę, pozostawiając po sobie matową poświatę. Jestem z First Base całkowicie zadowolona, ponieważ odkąd zaczęłam ją stosować lakiery utrzymują się znacznie dłużej, zwłaszcza Essie.

NCLA Gelous? - Top Coat • Produkt wegański •
W dalszym ciągu uważam, że najlepszy top coat to Seche Vite /recenzja/, ale NCLA drepcze mu po piętach. Bardzo ładnie nabłyszcza i utrwala lakier. Niezależnie od użytego koloru, przedłuża jego trwałość do 5 dni. Jest to chyba jedyny top,  który pozwala mi tak długo cieszyć się manicurem. Pędzelek jest odpowiednio szeroki i na tyle elastyczny, że podczas malowania nie ściąga lakieru kolorowego. Dobrze współpracuje z lakierami różnych marek, a co najważniejsze nie zawiera substancji szkodliwych i nie pachnie tak intensywnie jak SV. 

HERBA STUDIO 2x5 - Balsam do skórek i paznokci /recenzja/
Odkąd stosuję je regularnie w połączeniu z żelem Sally Hansen, problem skórek już przestał dla mnie istnieć. Balsamu staram się używać minimum raz dziennie.Tyle w zupełności wystarczy, aby skórki zostały odpowiednio nawilżone i zregenerowane. Zazwyczaj wcieram sporą ilość przed pójściem spać. Szczerze polecam wypróbować.

Używaliście któregoś z tych produktów? 
SHARE:

20.06.2016

Krem do twarzy AOX // PAT & RUB


Bardzo długo w swojej pielęgnacji unikałam naturalnych kremów do twarzy. Miałam mylne wyobrażenie, że są tłuste, komadogenne i mogą mocno podrażnić. Prawdopodobnie nie zdecydowałabym się na zakup kremu AOX marki Pat & Rub, gdybym nie dostała próbki. Zużyłam ją momentalnie i na tyle mnie zachwyciła, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie... a potem kolejne! 

Opakowanie jest typowe dla produktów marki, czyli butelka airless z higienicznym dozownikiem. Może nie prezentuje się najpiękniej, ale jest ekologiczne oraz biodegradowalne. Pompka działa bez zarzutu i przy jej pomocy można wycisnąć nawet niewielką ilość kosmetyku. Zazwyczaj dozuję takie cztery mini porcje i nakładam po jednej na czoło, brodę oraz policzki. Oczywiście jak większość kosmetyków tej marki krem pachnie cytrusowo. Dla jednych będzie to wadą, dla innych zaletą. Ja akurat należę do tej drugiej grupy, ponieważ lubię orzeźwiające zapachy. Konsystencja kremu jest lekka, ale dosyć odżywcza. Podczas wklepywania dobrze się rozprowadza. Pozostawia minimalnie tłustą warstewkę, która po 5-10 minutach sama się wchłania. Z tego powodu kiedy stosuję go pod makijaż, najpierw maluję oczy, a dopiero później nakładam fluid. Wbrew pozorom cera w ogóle się po nim nie świeci i nie wzmaga się przetłuszczanie w strefie T.


Co zauważyłam podczas regularnego używania kremu? Przede wszystkim rewelacyjne nawilżenie skóry, a przy tym subtelne rozświetlenie. Porównałabym to do efektu glow. Wszystko dzięki naturalnym, certyfikowanym składnikom!  Poza tym AOX genialnie regeneruje, napina oraz uelastycznia. Posiada również działanie antyoksydacyjne. W tej drugiej kwestii ciężko mi się wypowiedzieć, ale jeśli chodzi o rewitalizację, to zauważyłam szybsze gojenie oraz znikanie przebarwień np. po pryszczach. Według mnie działa lepiej niż każdy inny drogeryjny, chemiczny krem. To się po prostu widzi gołym okiem ;)

Początki jednak nie były usłane różami, ponieważ podczas stosowania pierwszego opakowania wyskoczyła mi na czole wysypka. Obawiałam się, że to właśnie AOX zawinił, mimo że podczas używania próbki nic się nie pojawiło. Prawdopodobnie podrażnienie nastąpiło po nałożeniu dodatkowo jakiegoś serum do twarzy. Odstawiłam krem na jakiś czas i kiedy zaczęłam stosować go ponownie nic się nie pojawiło. Jeśli przytrafi Wam się podobna sytuacja - nie zniechęcajcie się od razu. Najlepiej przez kilka dni  robić próbę uczuleniową na przedramieniu.

Aqua  Caprylic/Capric Triglyceride  Camelina Sativa Oil • Isopropyl Palmitate  Oenothera Biennis Oil • Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate  Glycerin*  Maltooligosyl Glucoside/Hydrogenated Starch Hydrolysate  Glyceryl Stearate  Decyl Cocoate  Gingko Biloba Leaf Extract  Helichrysum Stoechas Extract  Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract • Cetearyl Alcohol  Sodium Hyaluronate • Tocopherol  Beta-Sitosterol • Sodium Phytate  Parfum


Na stronie producenta krem kosztuje 192 zł, ale przy odrobinie cierpliwości upolujecie go za połowę ceny.  Weźcie też pod uwagę, że przeciętny krem do twarzy ma pojemność 30 -50 ml, natomiast tutaj jest go aż 100 ml. Spokojnie starczy na pół roku, stosowany rano i wieczorem. 

I w ten oto sposób przekonałam się do naturalnej pielęgnacji twarzy. Moje obawy na szczęście w ogóle się nie spełniły, za to udało mi się znaleźć dobry produkt, który mogę Wam tylko szczerze polecić. Dla przypomnienia posiadam cerę mieszaną w kierunku suchej, więc osoby z normalną a nawet suchą śmiało mogą po niego sięgnąć... niezależnie od wieku!

• Produkt wegański, nie testowany na zwierzętach •
SHARE:

18.06.2016

Bliżej natury // JOY BOX 'KOSMETYKI NATURALNE'


Kolejny raz Joy Box mnie zaskoczył! Tym razem swoim 'zielonym pudełkiem' oraz jego zawartością. Nie wiem czy wiecie, ale kosmetyki które wchodzą w skład tego boxa są nie tylko naturalne, ale niemal wszystkie są wegańskie. Poza tym większość z nich od dawna chciałam kupić, szczególnie te marki Sylveco, Vianek oraz Biolaven, dlatego nie wahałam się zbyt długo i złożyłam zamówienie. Pudełko kosztuje 59 zł, zostało dostarczone bezpłatnie kurierem już po dwóch dniach! i zawierało w sumie siedem pełnowymiarowych kosmetyków... i jedną gąbkę konjac.


Standardowo mamy pakiet produktów, które już wschodzą w skład pudełka i kilka, które sami możemy wybrać. I właśnie w tych odgórnie narzuconych była Odżywcza maseczka - peeling do twarzy Vianek, która niestety zawiera miód. Wątpliwości miałam też odnośnie Bioaktywnego balsamu kojącego- ochronnego Oillan. Jednak należy on do koncernu Oceanic i jak wiadomo marka ta nie przeprowadza testów na zwierzętach oraz używa jedynie kilku odzwierzęcych składników, które z kolei nie wchodzą w skład tego produktu. Mogę domniemywać, że również jest wegański, ale znalazł już nowy dom, tak samo jak maseczka ;)


Natomiast pozostałe kosmetyki są całkowicie wegańskie, czyli Hibiskusowy tonik Sylveco, Krem do twarzy na dzień marki Biolaven, Mleczko do demakijażu Be Organic, Ujędrniająco - wygładzający peeling do ciała Vianek (pierwszy wybór) oraz Kojące mydło migdałowe Zapach Ciszy (drugi wybór). Już nie mogę się doczekać kiedy zacznę ich używać! I co najważniejsze wszystkie marki są polskie, naturalne oraz nie przyczyniają się do cierpienia zwierząt.

Co sądzicie o zawartości tego boxa? Mieliście któryś z tych kosmetyków? Podzielcie się swoją opinią! 
SHARE:
© Iwetto. All rights reserved.
IWETTO BEAUTY BLOG