23.06.2011

Nowy przyjaciel // VICHY AQUALIA ANTIOX

Moja początkowa nieśmiała znajomość z kremem Vichy  przerodziła się w przyjaźń, kiedy sięgnęłam po kolejny słoiczek. Teraz mam nadzieję, że moja zażyłość z Vichy Aqualia Antiox nie zmieni się przez najbliższe kilka lat, bo jest on wszystkim czego moja cera potrzebuje.


Przyznaję się - według mnie nie ma żadnych wad albo jestem na tyle zaślepiona, że ich nie dostrzegam. Przede wszystkim chroni moją skórę przed promieniowaniem (SPF 15) i wolnymi rodnikami, dodatkowo jest niekomadogenny, co jest dosyć istotne przy cerze z tendencją do zaskórników. Widujemy się codziennie rano i świetnie sprawdza się pod makijaż dzięki szybkiemu wchłanianiu i lekkiej, nietłustej konsystencji. Ma delikatny różowy kolor i słodkawy smak.

Ale to, co robi z moją skórą przebija wszystko z czym do tej pory miałam do czynienia! Naturalnie rozświetla, nie powodując dodatkowego świecenia w strefie T. Bardzo dobrze nawilża skórę i napina, szybko widać poprawę kondycji cery. Twarz staje się promienna, bez oznak zmęczenia, dodatkowo widać poprawę elastyczności. A to co jest największym plusem, to wydajność- niewielka ilość wystarczy do pokrycia całej twarzy. Czego chcieć więcej?
Mogę się przyczepić tylko do ceny, bo jego koszt to około 70 zł, ale z drugiej strony czego nie robi się dla przyjaciół ;) 

Po skończeniu 25 lat szukałam wsparcia w pielęgnacji twarzy i je znalazłam. Nie jest to łatwy okres, bo nie wiadomo po jaki krem sięgnąć. Jest się jeszcze za młodym na kremy przeciwko zmarszczkom, a za starym na zwykłe nawilżające ;) Vichy spełniło wszystkie moje oczekiwania i świetnie pielęgnuje moją cerę, więc mam nadzieję że nasza przyjaźń będzie trwała co najmniej do trzydziestki ;)

15.06.2011

Zmywacz do zadań specjalnych

Nie zdarzyło mi się chyba jeszcze idealnie pomalować paznokci za pierwszym razem. W moim wypadku jest to chyba nawet niemożliwe ;) Zawsze albo mi coś wyjedzie poza płytkę albo uszkodzę świeżo nałożony lakier. Początkowo męczyłam się z wacikami, patyczkami i butlą, ale po co utrudniać sobie życie skoro producenci zadbali o moje potrzeby i wyprodukowali dwa produkty do zadań specjalnych!

KLIK!

Pierwszym z nich jest zmywacz w pisaku. Dzięki cienkiej końcówce precyzyjnie zmywa lakier ze skórek. Do tej pory miałam wiele tego typu produktów, ale jednorazowych. Na dłuższą metę niestety się nie sprawdzały, ponieważ końcówka szybko się rozczapirzała i nie była już taka dokładna.

Będąc w jednej z moich ulubionych drogerii wypatrzyłam produkt marki Top Choice, który nie dość że ma wymienne końcówki, to jeszcze bez problemu można je dokupić osobno. Nie był tani, ponieważ kosztował około 20 zł, a za wkłady zapłaciłam około 10 zł, ale w skali makro i skali mojego zdrowia nerwowego ten produkt jest bezcenny ;) Myślę, że wystarczy mi na bardzo długo, ponieważ jeżeli nawet sam zmywacz wyparuje, bez problemu do środka można dolać innego i na nowo cieszyć się pisakiem ;D

KLIK!

KLIK!

KLIK!

 Natomiast drugi produkt, czyli zmywacz w gąbce, jest nieoceniony, kiedy uszkodzimy świeżo pomalowany lakier. Wystarczy włożyć palca do środka, pokręcić nim i po wyciągnięciu można malować od nowa. Zaletą tego produktu jest to, że nie jesteśmy w stanie uszkodzić pozostałych paznokci, jak to może być w przypadku płatków bawełnianych czy waty. I tak samo jak w przypadku poprzednika, tu też można dolać na nowo samego zmywacza. Można też podobny produkt wykonać samemu (na przykład małą gąbkę do mycia naczyń zwinąć i wpakować do pojemniczka, a później zalać zmywaczem). Jednak gotowy produkt kosztuje około 6 zł, więc każdy potrzebujący może sobie na niego pozwolić. Mój jest marki Sensique i jest to kosmetyk bezacetonowy  z dodatkiem mineralnego olejku. Pięknie pachnie kokosami i nie wysusza skórek.

KLIK!

KLIK!
A Wy co myślicie ? Ułatwiają życie czy są zbędnym zapychaczem kosmetyczki ?

13.06.2011

Złapana!

Po powrocie z pracy zostałam złapana w sidła Sephory! W skrzynce czekał na mnie kupon - 20 % na cały asortyment oraz nowy katalog. I przepadłam jak zobaczyłam nowe linery marki Make Up For Ever. Wodoodporna kreska to podstawa mojego letniego makijażu. A tak na prawdę, to mogę już nic innego nie mieć na twarzy.

http://www.temptalia.com/make-up-for-ever-aqua-liners-swatches-photos-reviews

http://www.temptalia.com/make-up-for-ever-aqua-liners-swatches-photos-reviews


 15 odcieni, kolorowe, matowe albo brokatowe i bardzo trwałe. Migoczące drobinki są bardzo malutkie i świetnie się trzymają (testowałam oczywiście na dłoni i przetrwały do samego powrotu do domu).
Kusił mnie bardzo odcień 7, czyli brokatowy fiolet, ale wygrał pragmatyzm. Ostatecznie do koszyka trafił numer 12, czyli brąz, który wydaje mi się idealny do codziennego makijażu.

KLIK!

Sephora wprowadziła też bardzo poręczne opakowania kosmetyków do codziennej pielęgnacji, które nie obciążą nam walizki podczas urlopu. Dodatkowo do 26 czerwca trwa promocja dla wszystkich "weź 3, płać za 2". Akcją objęte są tylko kosmetyki produkcji Sephory. Kiedy kupimy trzy produkty-najtańszy dostajemy gratis. Ja skusiłam się na mleczko do demakijażu i płyn dwufazowy w wersji mini, oraz balsam po opalaniu.

 Kosmetyki na wyjazd już kupiłam , a jeszcze nie wiem gdzie chcę jechać ;) Czasu co raz mniej , bo urlop tuż tuż , a ja cały czas mam dylemat: północ czy południe !?

11.06.2011

I WIN :D

Pierwszy raz udało mi się wygrać w rozdaniu, dlatego moja radość jest przeogromna :) Mało tego, do mojej kosmetyczki trafiła pomadka, którą sama miałam zamiar kupić. Popatrzcie:

KLIK!

Pomadki SENSIQUE
VOLUME &SHINE
Nabłyszczająca pomadka o nowoczesnej formule typu MAXI-LIP
zwiększająca objętość ust.
Na bazie najwyższej jakości olejów i wosków, bogatych w cenne NNKT,
wzbogacona dobroczynną witaminą E i olejem z kiełków pszenicy.
Doskonale regeneruje i nawilża usta nadając im piękny kolor.

Numery od lewej: 312 i 313
KLIK!

KLIK!
KLIK!

Zanim jeszcze otworzyłam pomadkę, przez opakowanie przebijał upajający zapach arbuza. 
Konsystencja jest bardzo kremowa, dzięki czemu łatwo i dobrze rozprowadzają się na ustach. Pigmentacja nie jest mocna, dlatego subtelnie koloryzują usta. Obie szminki zawierają migoczące drobinki, które nie są widoczne na wargach, za to dają ładny błyszczący efekt.

KLIK!

KLIK!

KLIK!

Według mnie są świetne! A pomadką, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia jest oczywiście numer 312. Delikatnie podkreśla mój naturalny kolor i jest idealna do codziennego makijażu.

I jak widzicie jestem żywym przykładem, że warto próbować swojego szczęścia bo zawsze istnieje szansa na wygraną.

08.06.2011

W malinowym chruśniaku

Peeling latem to u mnie podstawa pielęgnacji. Razem z rosnącymi upałami, odkrywam co raz większą powierzchnię skóry i chcę żeby wyglądała dobrze, była gładka i oczyszczona. Poza tym lubię go wykonywać przed innymi zabiegami kosmetycznymi, aby kosmetyki na przykład nawilżające lepiej się wchłaniały. W okresie letnim wolę zdecydowanie sięgać po owocowe kosmetyki i w ten sposób moja kosmetyczka wzbogaciła się o dwa malinowe peelingi.

KLIK!

 Pierwszy, który do mnie trafił prosto z drogeryjnej półki, to gruboziarnisty scrub do ciała Fruit fantasy, marki Joanna.
Chociaż w nazwie zawarte jest słowo "gruboziarnisty", to według mnie jest zupełnie inaczej: drobnoziarnisty. Drobinki są naprawdę przyjemne i delikatnie szorują ciało, jest ich dużo i niestety wchodzą wszędzie, więc trzeba bardziej obficie spłukać ciało po zabiegu. Konsystencja jest żelowa, więc dobrze przylega do skóry. Średnio się pieni, jednak dobrze się rozprowadza i większych problemów z myciem nie przysparza.



Opakowanie jest wygodne w użyciu, a dodatkowym plusem jest to, że żel spływa do ostatniej praktycznie kropelki. Minusem jest niestety zapach: słodki mdły i chemiczny. Na początku jeszcze czuć coś przypominającego  maliny, jednak im dalej tym gorzej. Na szczęście po kąpieli nic nie czuć na skórze.
KLIK!
KLIK!

W przyszłości pewnie jeszcze sięgnę po podobny produkt tej marki, ale w innej wersji zapachowej. Mam nadzieję, że będzie lepszy. Ogólnie jestem z niego zadowolona, ponieważ w moim przypadku nadaje się do codziennego użytku i zostawia dobrze odświeżoną skórę.


KLIK!

Natomiast już zupełnie inne wrażenia zapachowe mam przy stosowaniu Raspberry Body Scrub marki The Body Shop. Istne maliny! Mało tego! W kosmetyku zawarte są pestki z malin, co jeszcze bardziej przybliża nas do naturalnego chruśniaku. Dodatkowo zawiera jeszcze czarne drobinki ścierające, które niestety lubią zalegać na dnie wanny po zabiegu.



KLIK!


Peeling jednak ma swój poważny minus- konsystencję. Przypomina mi kisiel, czyli jest dosyć lejący. Przy aplikacji niestety bryzga na wszystkie strony. Przez to robi się także mniej wydajny, bo w miarę nakładania sięgamy po co raz więcej produktu. I mimo tego, że pięknie pachnie, dobrze spełnia swoje zadanie i pozostawia skórę dodatkowo nawilżoną, to jednak nie jestem gotowa pójść na ustępstwo i po każdym jego użyciu sprzątać łazienki. Jednak tak jak w przypadku Joanny, tak w przypadku TBS innym podobnym produktom tej marki, nie mówię jeszcze nie ;)
KLIK!


A Wy miałyście już z nimi przyjemność ? A może macie jakiegoś swojego faworyta i możecie mi coś polecić ?

03.06.2011

Małe co nieco :)

Absolutnie nie chodzi o słoiczek miodu, z którym mógłby skojarzyć się tytuł posta. Chodzi o coś fajniejszego, czyli nowe zdobycze kosmetyczne !

* La Roche Posay - zestaw Effaclar M, czyli krem matujący + żel do mycia twarzy. Jest to moja druga tubka kremu i dostrzegłam w nim jedną wadę: szybko się kończy, poza tym same plusy.

* Vichy Normaderm- żel do mycia twarzy z niedoskonałościami. Jestem bardzo ciekawa tego produktu, na razie wrażenia pozytywne pod kątem zapachu, konsystencji i wydajności. Zobaczymy jak będzie dalej ;D

* Sally Hansen - wysuszacz lakieru. Dorzucony do ogólnych zakupów, duża butla za niewielkie pieniądze, a wysuszacz zawsze się przyda. Poza tym chęć poznania czegoś nowego, po użytkowaniu na przemian My Secret i Palomy.

*Etiaxil- bloker owiany sławą ;) Cena i pojemność nieporównywalna do Antidrala, ale mam nadzieję że trochę łagodniejszy w działaniu.

*Ziaja Antybzzz- produkt przeciwko insektom, mój niezbędnik podczas jutrzejszego wypadu poza miasto ;) Zabawne jest to, że Ziaja proponuje dwa tego typu produkty: jeden zwykły, drugi dla dzieci. I zgadnijcie! Oba mają ten sam skład ;) Ciekawostka, prawda?

*Original Source- żel pod prysznic. Po recenzjach blogerek musiałam też go spróbować, a ze względu na wzrastającą temperaturę wybrałam ożywczą wersję, czyli Min & Tea Tree.

*Isana- również żel pod prysznic, podobno edycja limitowana! Kosztował 3 zł i obłędnie pachnie arbuzem, więc ciężko było mu odmówić ;)

*Ziaja Intima- kolejny mój ulubiony produkt tej firmy. Tej wersji jeszcze nie miałam, ale inne polecam z czystym sumieniem.

I na koniec moja nowa torebka na zakupy- zamknięta w pięknej truskawce. Mała po złożeniu, pojemna po rozłożeniu. Pomogła nie tylko mi, ale także środowisku.

A Wy miałyście już do czynienia  z którymś z powyższych kosmetyków ? A może jesteście ciekawe jakiejś recenzji?

02.06.2011

Pomóż!!!

Czasami nieuczciwość i cwaniactwo żeruje na naszym dorobku twórczym i może spotkać każdego z nas. Nie jest to miłe doświadczenie i współczuje Sabbath, jednocześnie trzymam kciuki za szybkie załatwienie sprawy!
Zapoznajcie się proszę z poniższą treścią, a jeżeli możecie : pomóżcie.


Bloggerko! Bloggerze!

Tworzysz bloga, inwestujesz w niego swój czas, wiedzę, umiejętności, pasję? Tworzysz markę rozpoznawalną dla Twoich czytelników? Czujesz, że masz swoje miejsce w wirtualnej rzeczywistości?

Ilu z Was zastrzegło nazwę bloga, zarejestrowało domeny (z różnymi końcówkami) z tą nazwą?

Niewielu, prawda? Na tym polega istota blogowania: mamy miejsce w sieci, w którym bez opłat dzielimy się swoją pasją i talentem.

A teraz wyobraźcie sobie, że właściciel innego bloga rejestruje domenę z nazwą miejsca, o którego renomę tak długo dbacie i umieszcza tam odsyłacz do siebie.

Właśnie spotkało to mnie.

Właściciel bloga Nie Muzyczna Pięciolinia Marcin Budzyk wykupił domenę z nazwą bloga Sabbath of Senses, którego prowadzę od 2008 roku i umieścił tam przekierowanie na swojego bloga, na którym wielokrotnie mnie oczerniał.

Proszę, nie publikujcie tego adresu na forach, żeby nie przesuwać go wyżej w wyszukiwarce. Korzystajcie ze skanu.

Prawo pozwala na rejestrowanie domen o dowolnej, niezastrzeżonej nazwie. To, co powstrzymuje ludzi przed kradzieżą cudzej nazwy to zasady. Wiemy jednak, że istnieją ludzie, którzy ich nie mają.

To się może zdarzyć każdej i każdemu z nas. Bez względu na to, na jaki temat piszemy - zawsze może znaleźć się ktoś, kto będzie usiłował pasożytować na Naszej pracy. Nie pozwólmy na to!

Piszcie o tej sprawie na swoich blogach, wywalajcie kolesia z blogrolla, informujcie kogo się da - niech potencjalny kolejny cwaniak wie, że takie zachowanie oznacza internetowy ostracyzm. Zareagujmy tak, żeby każda kolejna pijawka, której przyjdzie do głowy taki numer miała świadomość, że nie warto.


Dziękuję
Sabbath

.

JAKO AUTORKA BLOGA NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE, POWIELANIE LUB JAKIEKOLWIEK INNE WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI LUB WE FRAGMENTACH TEKSTÓW I ZDJĘĆ Z SERWISU INTERNETOWEGO www.iwetto.com BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY (PODSTAWA PRAWNA: DZ. U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170).