30.11.2011

Dzień darmowej dostawy

 30 listopada nareszcie nastał! Co może oznaczać tylko jedno (oprócz powstania listopadowego ;) !
Dzień darmowej dostawy! 

W dzisiejszym dniu, każdy sklep biorący udział w akcji wysyła towar za darmo, niezależnie od kwoty zamówienia czy ilości. Listę sklepów znajdziecie TU .

W tym roku nie biorę udziału, ponieważ robiąc wstępny rekonesans po sklepach nie zauważyłam nic godnego uwagi dla mnie. Kosmetyków mam zapas, prezenty świąteczne też już prawie wszystkie kupione (wiem! szybko! Ale musiałam rozłożyć koszty na budżet kilkumiesięczny ;)), więc teoretycznie nic mnie nie kusi. Jednak jest kilka firm kosmetycznych , które mogą Was zainteresować:

Ladys -nails - paznokciowy asortyment
Organeo  - kosmetyki naturalne
Jadwiga - firma kosmetyczna, już dosyć znana ;)
Shop-dent - Firma dentystyczna-robiłam już u nich kilkakrotnie zakupy,więc polecam. Może kupie zapas wymiennych szczoteczek do mojej elektronicznej szczoty? 
Tołpa - dosyć znana firma kosmetyczna, między innymi oni produkują sławny żel do mycia twarzy z Biedronki ;D
Beauty blender - sławne różowe jajo 
Zdro-vita - apteka, która sprzedaje też apteczne kosmetyki
Lumiere - drogeria z kosmetyki z wyższej półki
Clatronic - firma produkująca sprzęt AGD, czyli prostownice, suszarki,masażery.
 Loccitane - kosmetyki ekologiczne- naturalne
AA Cosmetics - znana marka, której chyba nie muszę przedstawiać.
Bandi - podobno fajne mają kremiki, ale jeszcze nie próbowałam.

I wiele, wiele więcej. To jest tylko moja skromna, subiektywna lista. Większość dosyć znanych marek, ale sama nie robiłam jeszcze u nich zakupów. W akcji natomiast brałam udział rok temu, zamawiając sobie trochę książek. Ogólnie byłam zadowolona, chociaż trzeba było trochę poczekać na realizację zamówienia. Raz, że był okres przedświąteczny, więc kurier się nie wyrabiał z dostarczaniem na czas, dwa- firma nie miała wszystkich pozycji bezpośrednio i trzeba było czekać na dowóz z magazynu. I nie wiem czy pamiętacie, ale w zeszłym roku o tej porze już mieliśmy niezłe śnieżyce ;) O tak! W tym roku pogoda traktuje nas łagodnie i nad wyraz ciepło!

I jeszcze mała przestroga z zakupami przez internet. Niektóre firmy nie są tak uczciwe i posuwają się wręcz do oszustwa. Nie mam tutaj na myśli firm biorących udział w akcji, ale ten konkretny przypadek:

Setka oszukanych przez sklep internetowy

Także uważajcie i róbcie zakupy u zaufanego przedsiębiorcy czy producenta. Oczywiście firma tego typu jest nastawiona na duży, szybki zysk ,więc prędzej będzie handlowała drogim sprzętem niż kosmetykami. Jednak chciałam Wam pokazać mechanizm działania takiej firmy.

I dajcie koniecznie znać czy braliście już udział w akcji, czy macie zamiar i ewentualnie, co sądzicie o firmach. Jak wspomniałam, jeszcze nie robiłam u nich zakupów, a Wasza opinia na pewno będzie pomocna dla innych czytelników :) 
Z góry ślicznie dziękuję i zapraszam do komentowania!

28.11.2011

Do trzech razy sztuka!

Ostatnio w Rossmanie trafiłam na ciekawą promocję Original Source. Do jednego zakupionego produktu tej marki, dostawało się gratis mydełko w żelu. Obojętne jaki to był kosmetyk, czyli czy żel pod prysznic, czy płyn do kąpieli, czy inne mydło w żelu. Niestety nie można było wybrać innej wersji zapachowej samego gratisu, czyli odgórnie był przyznawany lawendowy. Do tego zapachu mam stosunek ambiwalentny, ponieważ lawenda zawsze kojarzy mi się z kulkami na mole, które pachną dosyć intensywnie. Z tego powodu nie zawsze lubię czuć lawendę w kosmetykach, jakoś mnie odstrasza. No chyba, że sama woń jest bardzo subtelna -wtedy jest ok. 

Niestety w przypadku mydła Original Source Lavender & Tea Tree nie jest ok. Aromat jest dla mnie zbyt intensywny, wręcz czuć ostry zapach zielska. Na pewno więcej go nie kupię. Natomiast z półki kusiła mnie wersja Raspberry & Vanilla. Jak wiecie uwielbiam zapach malin, więc na pewno je przetestuję. Chociaż z drugiej strony odstręcza mnie wanilia i mam nadzieję, że nie będzie dominować.

Jeżeli chodzi o żel pod prysznic Mango & Macadamia, to jest to mój zdecydowany faworyt. Ma bardzo przyjemny zapach i wcale nie słodki. Po prostu przyjemny, relaksujący. Ma też miłą dla skóry kremową konsystencję. Bardzo go lubię i coś czuję, że szybko się skończy, ponieważ moja druga połowa oświadczyła, że zaczęła go używać i jest to już NASZ żel pod prysznic ;)

Zanim trafiłam na Mango, miałam jeszcze dwa inne żele, które jednak średnio mi się spodobały. Latem zdecydowałam się na wersję orzeźwiającą czyli Mint & Tea Tree. Zapach mięty jednak był na tyle intensywny, że aż ziemisty. Bardzo pobudzał do życia i dawał uczucie chłodu po kąpieli, ale jednak przez ten zapach odczuwałam dyskomfort. Mojemu narzeczonemu też nie przypadł do gustu, więc więcej go nie kupimy.

Ostatnim żelem, którego używałam jest Dragon fruit & Capsicium. I tutaj też się zawiodłam, chociaż zapach wydaje mi się uniwersalny. Dużą zaletą było to, że nie był męczący. Bez problemu używałam go codziennie i nie czułam przesytu. Jednak nie umiem go opisać. Przywodził mi na myśl męskie kosmetyki, dlatego dla mnie jest to wersja uniseks ;D

Jak widzicie z zapachami bywa różnie, jedne przypasują, inne nie. Ale jest jedna zaleta żeli Original Source, dla której cały czas próbuję innych wersji ich produktów. Mianowicie opakowanie! Dawno już nie spotkałam się z tak świetnie przemyślaną tubą. Wszystko spływa bez problemu do ostatniej kropelki, a zamknięcie chroni przed samoczynnym wylewaniem się kosmetyku. Nie raz już mi się zdarzyło, że jak odwracałam opakowanie do góry nogami to wylatywało mi za dużo żelu. Było to frustrujące, bo między innymi nieekonomiczne. Dlatego warto poszukać wśród tych żeli, wersji dla siebie. Dodatkowo fajnie myją, dobrze się pienią i spełniają wszystkie wymogi codziennej higieny.

A Wy mieliście już przyjemność ? A może macie już swój ulubiony OS? 
Czekam na Wasze komentarze ;D

15.11.2011

Real Techniques

Kto zna siostry Pixiwoo? Ręka do góry!
Nie od dziś wiadomo, że siostry robią na YT świetne tutoriale makijażowe, że są rewelacyjne w tym co robią i warto czerpać od nich inspirację. Dzięki nim naprawdę można podszkolić się w sztuce makijażu.

A dla niewtajemniczonych dodam, że jedna z sióstr- Samantha Chapman, zaprojektowała kilka pędzli do makijażu dla Real Techniques. Do tej pory miałam zamiar ściągnąć je z UK, ale kilka dni temu dotarła do mnie świetna wiadomość na Facebooku. Mianowicie pędzle też już są dostępne w Polsce w internetowym sklepie Alledrogeria.pl .
Myślę, że jest to świetna informacja dla dziewczyn, które marzyły o tych pędzlach, a bały się zagranicznych zakupów. Nie ukrywam, że dla mnie to też spore ułatwienie.

Ja skusiłam się na razie na dwa ( bo moje Eco tools jeszcze nie ostygły, a ja zamawiam już następne ;D ). Jednym z nich jest Blush Brush, który ma jajowaty kształt i służy do konturowania.

Pędzel o ultra miękkim syntetycznym włosiu typu taklon umożliwiającym uzyskanie perfekcyjnego i nieskazitelnego makijażu HD. Dzięki niemu bez problemu podkreślisz policzki, a także nałożysz puder. 


Drugi natomiast to Foundation Brush, czyli pędzelek do podkładu.

Pędzel o dwuwarstwowym syntetycznym włosiu typu taklon umożliwiającym uzyskanie perfekcyjnego i nieskazitelnego makijażu porównywalnego z techniką natryskową (ang. airbrush).
Dzięki niemu bez problemu stworzysz nienaganne, profesjonalnego wykończenie make up'u używając płynnego podkładu, kremowego różu, a nawet prasowanego pudru. 
Ponadto pędzel wyróżnia się ergonomicznym kształtem. Specjalnie zaprojektowana aluminiowa rączka jest lekka, a jej wyprofilowana końcówka umożliwia postawienie pędzle w pozycji pionowej.

I w ten oto sposób moja "wish lista" się uszczupliła o jedną pozycję :) Już nie mogę się doczekać, aż trafią do moich rączek. A Wy znacie te pędzle? Macie zamiar sobie jeden sprezentować? A jeżeli tak to który?

04.11.2011

Life Style

Troszkę ostatnio pościłam z zakupami kosmetycznymi, ponieważ zużywałam zapasy. Nadal tak jest, ale tej okazji nie mogłam przepuścić. Dostałam maila od Super Pharm z bardzo atrakcyjnymi kuponami, które znacząco obniżały cenę interesujących mnie produktów. Dostałam je, ponieważ wyrobiłam sobie kartę Life Style. Posiadacze karty oprócz tego, że za zrobione zakupy dostają punkty (które mogą później wykorzystać na zakupy), to dodatkowo mają wiele przywilejów cenowych oraz kuponowych. To naprawdę się opłaca, więc jeżeli nie macie jeszcze karty Life Style, to proponuję założyć ;) Więcej informacji znajdziecie tutaj: KLIK

Żeby nie być gołosłowną, pochwalę się swoimi kuponowymi zakupami ;)


Zacznę od micela z Vichy, który zamiast 44 zł kosztował 19. Pisałam już Wam o nim TUTAJ


Vichy antyperspirant, który był mi polecany już od dawien dawna. Zamiast 35 zł zapłaciłam 12 zł ;)





Ze zniżką kupiłam jeszcze Aspiryne Bayera, zamiast 8 zł zapłaciłam 4,50. Mam zamiar znowu zacząć robić sobie maseczki aspirynowe, ponieważ moja cera co raz bardziej o nie woła, wręcz krzyczy. Reszta produktów, to powiedzmy zakupy kontrolowane ;D To znaczy szukałam odżywki do rzęs i z racji tego, że opinie są różne (jednym pomaga, innym nie) postanowiłam skusić się na tą z L'biotici (15 zł).

 Zauważyłam, że ostatnio coraz więcej rzęs mi wypada, nie są już tak długie i sprężyste jak kiedyś. Mam nadzieję, że ten krem mi pomoże. Poza tym skusiłam się jeszcze na odżywkę do włosów z henną firmy Beauty Formulas. Za dwupak zapłaciłam tylko 11 zł.



Mam w stosunku do niej ogromne oczekiwania, wynikami na pewno się z Wami podzielę.
W koszyku wylądował też nowy Carmex. Przyznaję, nie był tani, ale poznałyście już moją ślepą miłość do tego balsamu.


I niestety: po pierwszym użyciu moje uczucie jeszcze bardziej się pogłębiło. Smak ma obłędny, przypomina trochę draże mleczne, ale nie mogę go precyzyjniej sklasyfikować. Jest dostępny w wersji Clear, którą widzicie na zdjęciu, i Pink, którą na pewno kupię jak obecny się skończy. Co wnioskuję nastąpi niebawem, ponieważ zjem go zaraz w całości. Muszę się bardzo ograniczać, żeby nie mieć go cały czas na ustach ;)
I na koniec, mój ostatni masthew, czyli świeczka zmieniająca kolor :D Jest obłędna! Chętnych do obejrzenia efektu zapraszam na bloga Woman Land .





Kupiłam ją w Rossmanie i ze względu na cenę (14zł) zdecydowałam się tylko na jedną, czyli "czekoladową pokusę". Dostępne są jeszcze dwie wersje zapachowe: kwiatowa oraz jabłko z cynamonem.

Bilans zakupowy wyszedł w zasadzie na zero: co zaoszczędziłam, zaraz sprzeniewierzyłam na inne kosmetyki ;)
Ale ile z tego radości, to tylko my kosmetykozakupoholiczki wiemy ;)
Prawda?

02.11.2011

W walce z opryszczką!

Z "zimnem" borykam się już od dawna i szczerze mówiąc nie wiele produktów mi pomogło. W zasadzie do tej pory żaden mi nie pomógł z tych polecanych przez farmaceutów. Opryszczka zawsze pojawiała się u mnie przy wzmożonym stresie lub kiedy miałam obniżoną odporność, dlatego dodatkowo zaczęłam łykać witaminy w postaci suplementów lub tabletek musujących. Jednak zawsze pozostawała jeszcze kwestia powstającego pęcherza na ustach, a z nim już trzeba walczyć zewnętrznie.


Zacznę od zapobiegania, czyli od balsamów do ust Carmex. Dostępne są w 3 wersjach : w słoiczku, w tubce i sztyfcie. Różne są też wersje smakowe. Oprócz oryginalnego dostępne są jeszcze truskawkowe, wiśniowe, miętowe oraz kilka smaków limitowanych jak waniliowe czy limonkowe.
Ja najbardziej lubię wersję w tubce, ponieważ ma przyjemnie miękką konsystencję i o oryginalnym smaku, który jest mieszanką wanilii i mentolu. Ostatnio polubiłam tez wiśniowy, a pozostałych jeszcze nie próbowałam. Kusi mnie limitowana edycja, ale jest dostępna tylko na Allegro. Natomiast wszystkie inne bez problemu dostać można w Rossmanie, Drogerii Natura czy SuperPharm.


Po pierwszym użyciu tego balsamu byłam w szoku, ponieważ mrowił, wręcz szczypał mnie w usta. Wszystko przez zawartość mentolu. Do tej pory nie spotkałam podobnego produktu , który by tak działał. I nie wiem jak on to robi, ale dzięki niemu mój problem opryszczki już zupełnie zniknął. Stosuję go minimum raz dziennie przy porannym makijażu, czasami też kiedy mam bardzo spierzchnięte usta (chociaż odkąd go stosuję już nie miewam tego typu problemów). Zdarza się też, że czuję lekkie swędzenie (zalążki wyłażącego zimna), wtedy wystarczy, że nałożę cienką warstwę i objawy znikają jak za dotknięciem Poterrowej różdżki. 

Nie dość, że pozbyłam się ataków ze strony wstrętnego  wirusa, to jeszcze zawsze mam pięknie wypielęgnowane i nawilżone usta. Dodatkowym plusem jest też SPF 15 oraz niska cena- około 10 zł (często dostępny w niższej-promocyjnej). Więc oczywiste jest, że Carmex to mój kosmetyk numer 1 wszechczasów :)



Jednak zdarza się, dosłownie raz na rok, że wyskoczy mi zimno. Wtedy z pomocą przychodzą plastry Compeed, które szybko przyklejone na usta i stosowane regularnie niwelują problem w przeciągu 3 dni. Dodatkowo, można je przykryć warstwą pudru lub pomadki, aby nie były bardzo widoczne. Co jest jeszcze istotne, dzięki plastrom nie przenosimy bakterii z ust do innych części twarzy (błona śluzowa nosa lub oczy-bardzo groźne!) , ponieważ całość jest zasłonięta przez plasterek.
 Minusem może być cena, ponieważ za 15 plastrów trzeba zapłacić około 30 zł, ale czego się nie robi dla szybkiego usunięcia rosnącego pęcherza. Ten kto ma ten problem, ten wie że nieestetyczny stwór to nic przyjemnego. Szczególnie, że lubi wyłazić w najmniej odpowiednim momencie. 
 Na szczęście dla mnie to już przeszłość i te dwa produkty zawsze mam przy sobie.

Jestem ciekawa jakie są Wasze sposoby na stwory i co sądzicie o Carmexie, więc czekam na komentarze ;D

01.11.2011

Rarytasy

RCo roku wracając z grobów wracam z pysznościami sprzedawanymi przy cmentarzach. Dzisiaj zadziwiło mnie stoisko z ciepłą przekąską w postaci pajdy chleba z kawałkami kiełbasy i cebuli. Ciekawy pomysł, którego do tej pory nie widziałam i w zasadzie nie miałam okazji spróbować. Mnie zawsze kuszą dwa rarytasy, które pamiętam z dzieciństwa: obwarzanki i pańska skórka!


Obwarzanków chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Bez problemu można dostać je przez cały rok na głównych rynkach miast i podczas odpustów parafialnych. Pyszne pierścionki nawleczone na sznurek, często obsypane makiem każdy zna.


Ale już inaczej jest z Pańską skórką, która jest dostępna tylko w Warszawie, a sam przepis na jej stworzenie jest pilnie strzeżony. Przypuszcza się, że jej skład to żelatyna, cukier, białka jajek i sok malinowy. Najprościej opisując jest to po prostu słodki cukierek, kremowo-różowy, aromatyczny, który lepi się bardziej niż krówka. Z reguły jest twardy i kanciasty, ponieważ wykraiwany jest z dużego bloku i trzeba uważać aby nie pokaleczyć sobie ust. Może z tym kaleczeniem trochę przesadzam, ale jako dzieciak często miałam z tym problem.



Cukierki zawijane są w pergamin, z którego czasami trudno je odwinąć, a jeżeli już się uda to pozostaje problem lepiących się paluszków. Ale uwierzcie mi, że wszystko warte jest tego smaku ;) Żaden dostępny w sklepie cukierek nie jest nawet odrobinę podobny, więc jeżeli będziecie miały okazję kiedyś spróbować to gorąco polecam. A ja muszę przeczekać kolejny rok, aby znowu rozkoszować się cmentarnymi rarytasami.

Jestem ciekawa czy u Was też są takie regionalne przysmaki?

.

JAKO AUTORKA BLOGA NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE, POWIELANIE LUB JAKIEKOLWIEK INNE WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI LUB WE FRAGMENTACH TEKSTÓW I ZDJĘĆ Z SERWISU INTERNETOWEGO www.iwetto.com BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY (PODSTAWA PRAWNA: DZ. U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170).