29.01.2012

Why not?

Nie ukrywam, że jest to zbieg okoliczności i nie miałam na to świadomego wpływu. Ot po prostu kolor mi się spodobał, a wybrałam go spośród tysiąca innych farb. O czym mowa?
A o tym:

 


Kolor ścian w salonie w kolorze ulubionego lakieru do paznokci ? Why not? 
To tylko potwierdza moje uwielbienie dla lakieru China Glaze Below Deck oraz nowatorskie podejście producenta farb do potrzeb klienta ;)
























Dla wielbicielek tego odcienia dodam, że farba jest produkcji Dekoral z serii FASHION COLOUR & STYLE, i nomen omen nosi nazwę "Wirtualny Świat" :) Emulsja jest bardzo dobrze kryjąca, przez co też bardzo gęsta i ciężko się nią maluje. My rozrobiliśmy ją wodą, żeby lepiej się malowało, ale tylko odrobinkę. W innym przypadku mogą powstawać smugi. Dodatkowym plusem jest szybkie schnięcie - dwie godziny i możemy macać ścianę ;) Co było jeszcze zadziwiające po uchyleniu wieczka, rozniosła się po pokoju woń czekolady :D No po prostu bajka!

A jeżeli chodzi o lakier China Glaze to już go Wam przedstawiałam TUTAJ


Ciekawy przypadek, prawda? I jak Wam się podoba?

26.01.2012

Ballerina Pink

Ostatnio wszystko przeciwko mnie, więc dzisiaj będzie krótko i na temat ;) Kosmetyki firmy NYX są dostępne w sieci perfumerii Marionaud oraz na Allegro. Ja z reguły zamawiam je z amerykańskiej strony Cherry Culture lub Makeup Geek, ponieważ są tam tańsze. Z tej firmy najbardziej lubię lakiery do paznokci, cienie (ale nie wszystkie), róże, pomadki, błyszczyki oraz kosmetyczkę (dzięki której mój blog ma taką nazwę a nie inną ;) i którą powinnam była pokazać Wam wieki temu. Ci co oglądali mnie na YT, wiedzą o którą mi chodzi ;) ).

Ich popularne kwadratowe błyszczyki nie przypadły mi do gustu, tak bardzo jak Round Lipglossy. Uważam że ta wersja, ma lepszą konsystencję, mniej kleistą, bardziej wodnistą (czyli tak jak lubię) oraz aplikator, którego oczywiście zapomniałam cyknąć ;) Ale uwierzcie mi, że nie wyróżnia się niczym szczególnym w porównaniu do innych tego typu produktów. 

Błyszczyk nie zostaje jakoś specjalnie długo na ustach, ale równomiernie je pokrywa  i nie lepi ich, co uważam za ogromną zaletę. Dodatkowo posiada malutkie drobinki rozświetlające, dające efekt większych ust. Sam kolor Ballerina Pink nr 36, to przyjemny uniwersalny róż.


Wybaczcie rozwartego dzioba, ale ciężko mi moim aparacikiem robić zdjęcia makijażu itd ;)
Jedyne czego nie lubię w tych błyszczykach to zapach. Nie we wszystkich się to zdarza, bo większość jest bezwonna i bezsmakowa. Niektóre jednak mają cytrynowy zapach, który u mnie powoduje dyskomfort. To samo niestety tyczy się pomadek, też mają cytrusową woń, przywodzącą na myśl krem do rąk z kiosku. A tak poza tym jestem z nich całkowicie zadowolona. 
A Wy macie swojego błyszczykowego ulubieńca?

23.01.2012

TAG Łowczyni, czyli styczniowe zdobycze ;D

Zostałam tagowana przez MajtkiRambo , za co jeszcze raz dziękuję :*
ZASADY:
1. Wklej banner na swojego bloga!
2. Napisz, kto Cię oTAGował.
3. Przekaż TAG kolejnym Bloggerkom.
4.Pokaż na Twoim blogu, co w ostatnim czasie* "złowiłaś" w sklepie ( ciuchy lub kosmetyki), post możesz wzbogacić o zdjęcia ! Mile widziane przybliżone ceny towarów :)
*Okres od jednego tygodnia do trzech tygodni :).

Muszę przyznać, że w styczniu tak wiele się nie działo, istna zakupowa posucha. Żadnych ekscesów z kolorówką czy szałem lakierowym, ot podstawowe produkty, które wymagały uzupełnienia ;)


  • Moja ulubiona prasa, to podstawa: Twój Styl, Elle i Wysokie Obcasy. Brakuje tylko Wysokich Obcasów Extra.
  • Podkład w żelu Rimmel Match Perfection, o którym Wam już pisałam KLIK!. Razem z nim był jeszcze zestaw myjek oraz szampon Ziaja.
  • Mój ulubiony krem, czyli Vichy Aqualia Antiox, o którym możecie poczytać TUTAJ
  • Szampony Joanna Naturia, do włosów przetłuszczających się. Kilka słów o jednym z nich TUTAJ
  • Odżywka do włosów Garnier z owocem granatu i drożdżami piwnymi. Moje ostatnie odkrycie i największy hicior w pielęgnacji włosów. To jest już druga tubka, potestuję jeszcze i na pewno naskrobię o niej posta ;)
Dzisiaj natomiast nie mogłam się oprzeć Rossmanowym olejkom, które mam zamiar stosować do włosów:


Poza tym na samym początku stycznia zaopatrzyłam się solidnie w żele Original Source i kremik do rąk z Isany, o którym pewnie czytaliście TUTAJ


I co sądzicie o moich łowach?

21.01.2012

Real Techniques

Wydawało mi się, że już wieki minęły od mojego zakupu pędzli Real Techniques. Teraz się dopiero zorientowałam, że to raptem dwa miesiące KLIK! . Jednak swoją opinię na ich temat już mam wyrobioną, a to czego nie jestem pewna, to ich wytrzymałości.

Jak wiecie kupiłam je w polskim sklepie Alledrogeria.pl. Ucieszyłam się, że mogę je bezpośrednio dostać od polskiego dystrybutora, ponieważ z paczkami z zagranicy różnie bywa. Niestety często mi się zdarza, że paczki z UK czy USA są:
  • rozerwane i pokiereszowane
  • brak w nich zamówionych i opłaconych produktów
  • może się zdarzyć, że trzeba zapłacić podatek narzucony przez urząd celny. Nie zapłacisz= nie ma paczki (raz musiałam za kosmy warte 100zł, dopłacić tyle samo).
Z tych powodów wolę kupować u rodzimych dystrybutorów. Oczywiście jeżeli jest rażąca różnica w cenie, wtedy ryzykuję i kupuję u zagranicznego sprzedawcy. Ale mam świadomość, że przesyłka może zaginąć.

Pędzelki przyszły szczelnie zamknięte w solidnym plastikowym opakowaniu, dzięki temu nic im się w transporcie nie przytrafiło. Jeżeli chodzi o samo zapakowanie przez Alledrogeria, to szczerze nie pamiętam. Na realizację zamówienia też musiałam troszkę poczekać, bo chyba nie były bezpośrednio dostępne.

I tak stałam się posiadaczką Blush Brush i Foundation Brush. Pierwsze co zauważyłam, to bardzo dobrze wykonane trzonki/ rączki. Zrobione są z bardzo solidnego aluminium, przyjemnego w dotyku. Wydaje mi się to lepszym rozwiązaniem niż drewniane rączki, z których zaraz odpada farba (Hakuro). Ogromną zaletą jest też to, że można je postawić. 

W obu pędzlach włosie jest bardzo dobrze przymocowane i nie zauważyłam, żeby wypadł chociaż jeden włosek. Świetnie się też je konserwuje przy użyciu zwykłego szamponu. Wszystko się domywa, nie farbuje, a po wyschnięciu same wracają do swojego pierwotnego kształtu.


Blush Brush, ma nietypowy jajowaty kształt, dzięki czemu jest bardzo uniwersalny. Bez problemu może służyć do konturowania twarzy, nasienia różu czy do oprószenia całości pudrem. Jest bardzo delikatny i miękki dzięki czemu pozwala uzyskać naturalne wykończenie makijażu, bez karykaturalnych, intensywnych linii. Osobiście najczęściej używam go do nałożenie bronzera. Świetnie dopasowuje się do załamań twarzy, rozcierając subtelnie kosmetyk. Jestem z niego jak najbardziej zadowolona i ten model polecam Wam w szczególności. 




Natomiast Foundation Brush mnie rozczarował, jeżeli chodzi o kształt. Jest to typowy języczkowy pędzel do podkładu, tylko ścięty. Miał ułatwić nanoszenie fluidu, a niestety nie dociera w każde załamanie czy kontur twarzy, tak jakbym chciała. Bardzo dobrze sprawdza się na całej twarzy, ale pod oczami już nie. Jest na to za duży i zbyt toporny, a makijaż pod oczami muszę wykańczać palcami. Nie jest to mój faworyt, ale cenię go za bezproblemowe domywanie, co jest ogromną zaletą przy codziennym myciu.


Ogólnie podsumowując uważam, że pędzle zaprojektowane przez Samanthę Chapman są godne swojej ceny.Nie tylko ze względu na jakość, ale także ze względu na funkcjonalność. Przypuszczam, że jeszcze klika trafi do mojej kolekcji, jak tylko znajdę na nie fundusze. 
 A Wy co o nich sądzicie?

 - Produkty wegańskie, nietestowane na zwierzętach.

17.01.2012

Mam i ja ;D

Wczoraj wybrałam się do Rossmana, aby kupić żelowy podkład Rimmel Match Perfection. Ciągle spotykam się z jego pozytywnymi recenzjami, słyszę tyle słów zachwytu, że chcę się przekonać na własnej skórze o co z tym żelem chodzi ;) 

Nie wiem czy pamiętacie, że na moim blogu pojawiła się rok temu recenzja fluidu z tej serii KLIK! .
Byłam z niego całkiem zadowolona, dlatego postanowiłam spróbować wersji żelowej. Dzisiaj miałam przyjemność go używać i pierwsze co zauważyłam to, że nie rozświetla tak ładnie cery jak jego płynna wersja. 

U góry Bourjois Healthy Mix 52, na dole Rimmel Match Perfection Gel 100
Tym razem także wybrałam najjaśniejszą wersję kolorystyczną, czyli nr 100 Ivory. Jak widzicie na zdjęciu porównałam go z Bourjois Healthy Mix nr 52, który wydaje się być jaśniejszy. Prawda jest taka, że fluid Bourjois jest dla mnie za ciemny i zbyt pomarańczowy. Natomiast żelowy podkład Rimmela, mimo że sprawia wrażenie ciemniejszego, świetnie stapia się z kolorem mojej skóry i idealnie do niej dopasowuje. Z tego co pamiętam tak samo było z fluidem Match Perfection.
Ale o wszystkim napiszę jak go dokładnie przetestuję ;D 
Do koszyka trafił jeszcze zestaw 3 myjek za 3,49 (zatrważająco tanie ;) ) oraz szampon Ziaji, którego używam do mycia pędzli (recenzja KILK!)

Na koniec jeszcze tylko wtrącę zdjęcie Rossmanowych nowości (intryguje mnie maskara Bourjois i fluid Maybeline):
Wszyscy mają żelowy podkład, mam i ja. Tylko czy będę zadowolona? 
Jestem ciekawa co Wy o nim myślicie...

16.01.2012

Pyszota!


Doskonale już wiecie, że Carmex kocham miłością wieczną ;) Jakiś czas temu trafiłam w Super Pharm na nową wersję w sztyfcie Moisture Plus, która jeszcze bardziej pogłębiła moje uwielbienie.

Przyznam, że do najtańszych nie należy, ponieważ kosztuje 17 zł. Co zabawne na Allegro można kupić go taniej, tylko niestety dochodzą koszty wysyłki. Mam nadzieję, że to się zmieni z czasem, bo te 2 g produktu znikają w zatrważającym tempie.
Głównym powodem jest zapach/smak. Przywodzi mi na myśl   draże mleczne, które pamiętam z dzieciństwa. Smakuje też trochę jak nadzienie budyniowe z drożdżówki. Jednym słowem:

Pyszota!

Bardzo oryginalny i subtelny. Dodatkowo zawiera mniej mentolu, dzięki czemu nie mrowi tak w usta jak oryginalna waniliowa wersja. Wiem, że niektórym to przeszkadza, więc będzie to dla Was ciekawą odmianą.

Dostępny jest w dwóch wersjach Clear i Pink.
Clear oczywiście jest bezbarwny, ale pozostawia na ustach lustrzany blask. Utrzymuje się dłużej niż niejeden błyszczyk, dając ładny i naturalny efekt mokrych ust. Natomiast wersja Pink, barwi usta na różowo. Jeszcze go nie miałam, ale na pewno trafi do mojej kosmetyczki ;)

Jeżeli chodzi o pielęgnację, to efekt nie odbiega od opisu producenta:

"Wygląda znakomicie, a działa jeszcze lepiej. Zawiera witaminę E, aloes, masło shea i filtr SPF 15. Przenika przez usta, nawilża je i chroni. Balsam należy nakładać pod lub na warstwę szminki. Jego błyszcząca faktura prezentuje się świetnie i sprawia, że usta są miękkie, jędrne i gładkie".

Nic dodać, nic ująć. A Wy co myślicie o nowym Carmexie?

14.01.2012

Almost famous

Już jakiś czas temu w mojej kosmetyczce zagościły sławne kredki Essence Long lasting. Uważam, że są niezłe i mogłabym mieć wszystkie dostępne kolory. Posiadam czarną 01 Black Fever oraz perłową 10 Almost Famous.


Czarna kredka ma niesamowicie nasycony kolor, bardzo intensywny, wręcz smolisty.
"Perłowa" natomiast ma odcień cielisty z drobnym shimerkiem. Kupiłam ją z myślą o linii wodnej. Szukałam czegoś bardziej naturalnie wyglądającego niż biała kredka. Niestety nie sprawdziła się w tym celu, ponieważ na linii wodnej w ogóle jej nie widać. Natomiast ładnie prezentuje się w wewnętrznym kąciku, pod łukiem brwiowym czy ogólnie na całej powiece, użyta jako baza pod cienie. Prawdopodobnie ten kolor jest już niedostępny, ponieważ Essence wycofało go ze sprzedaży.
Długo się utrzymują na powiece i nie rozmazują. Z aplikacją też nie ma większych problemów, dobrze rozprowadzają się na powiece. Ważne są przez 3 lata od otwarcia, jednak jak większość kredek z czasem robią się suche, więc nie warto zwlekać z ich użytkowaniem ;)
Mają poręczne i trwałe opakowanie (chyba w tych samych są robione Rimmela). Ogromnym plusem jeż też cena: kosztują około 6 zł. I co jest zadziwiające mają standardową gramaturę, więc w tej cenie dostajemy pełnowymiarową kredkę. 

Niestety zawsze znajdzie się jakiś minus, mianowicie mogą powodować szczypanie. Nie wiem co to za składnik, ale zauważyłam że zawiera go większość tanich kosmetyków kolorowych do oczu. Jednak jeżeli nie miałyście z tym do tej pory problemu i tanie kosmetyki Was nie podrażniały, to śmiało możecie ich używać.
Ogólnie oceniam je bardzo pozytywnie, a  Wy co o nich sądzicie?

12.01.2012

Mycie z Vichy

Ostatnio dzięki kuponom i promocjom, całkiem sporo kosmetyków z Vichy trafiło do mojej kosmetyczki. Jednak w tym poście skupię się na dwóch kosmetykach myjących, których ostatnio miałam okazję używać. Jednym z nich jest mleczko do demakijażu Purete Thermale. Z tej serii opisywałam Wam już płyn micelarny KLIK! , który bardzo polubiłam. A czy mleczko trafiło do moich ulubieńców? Pośrednio...

Ogólnie nie mam temu preparatowi nic do zarzucenia, oprócz ceny (Vichy do najtańszych nie należy). Ale akurat wszystkie te mleczka dostawałam "za darmo". Pełnowymiarowe opakowanie -100ml, dostałam jako gratis do kremu, a miniaturkę -30ml ogólnie do zakupów. Tutaj wtrącę, że te mianiturki można kupić na Allegro- świetnie sprawdzą się na wyjeździe :) 
Ogólnie mleczko to produkt 3 w 1,bardziej mleczkowo-żelowej konsystencji, dlatego chyba producent nazwał je "preparatem". Ma oczyszczać całą twarz, tonizować i usuwać makijaż z oczu. Z tego wszystkiego wywiązuje się naprawdę świetnie, oprócz demakijażu oczu. Trzeba było troszkę się natrudzić aby dokładnie zmyć tusz, cienie i eyeliner. Zaletą natomiast jest to, że w żaden sposób nie podrażnił oczu. Z resztą sam producent dedykuje go osobom noszącym szkła kontakotwe oraz posiadającym wrażliwą skórę i oczy. Poza tym nie zawiera mydła, alkoholu czy barwników, ma delikatny kremowy zapach. Moja skóra była dzięki niemu dobrze oczyszczona i zmiękczona, a co najważniejsze niepodrażniona. Jeżeli szukacie dobrego mleczka to serdecznie Wam polecam.
Osobiście raczej go więcej nie kupię, ponieważ ogólnie zrezygnowałam z tego typu kosmetyków. Moja cera jest podatna na zapcyhanie i wychodzę z założenia, że im mniej używam tego typu produktów tym lepiej.



 Do zmywania twarzy używam teraz tylko żeli takich jak na przykład Vichy Normaderm, który zaskarbił  moje uczucia. Ogromnym jego plusem jest wydajność, wystarczył mi na kwartał! Dobrze się pienił i rozprowadzał na twarzy, a niewielka ilość wystarczyła do umycia twarzy. Dzięki pompce bez problemu aplikowałam tyle produktu ile potrzebowałam- czyli niewiele! Chociaż działała trochę opornie :/

 Taką kropelką bez problemu zmywałam wszystko z twarzy. Wiem, może wydać się to niewiarygodne, mnie też to na początku szokowało, ale uwierzcie, że więcej nie potrzeba!

 Cały makijaż, kurz, brud czy sebum- wszystko to znika dzięki takiej małej dawce. Dlatego polecam go tylko osobom z tłustą cerą i mieszaną w kierunku tłustej. Osobiście mam mieszaną w kierunku suchej i używałam go raz dziennie, ponieważ żel bardzo dobrze oczyszcza, niestety przy okazji trochę wysusza. Dla mnie nie stanowi to jednak problemu, ponieważ zawsze używam toniku lub płynu micelarnego.
Zapach ma bardzo przyjemny- owocowy, bliżej dla mnie niesprecyzowany. Nie jest dominujący, więc nie czułam się nim zmęczona przez te 3 miesiące użytkowania. Poza tym w żaden sposób nie podrażnił mi skóry, mimo tak silnego działania. Czy poprawił kondycję mojej cery? Raczej nie. Nie zauważyłam spektakularnych efektów, ale w porówaniu do innych tego typu produktów sprawdził się naprawdę świetnie. Na tyle, że na pewno kupię go jeszcze nie raz. Chociaż byłabym wdzięczna firmie Vichy za projekt nowego opakowania. Jak już wspomniałam, nie dość że pompka się trochę zacina, to na dodatek nie da się tego kosmetyku zużyć do końca. Na dnie zostaje spora ilość, a pompka już nie daje rady tego wydostać. Szkoda wyrzucać, bo taka ilość przy wydajności tego produktu spokojnie wystarczy jeszcze na dwa tygodnie mycia, więc pozostaje tylko się gimnastykować i przechylać opakowanie.... niestety.

Czekam na Wasze opinie, jeżeli miałyście z nimi do czynienia. A może jesteście w stanie polecić coś lepszego? Czekam na Wasze komentarze ;)

04.01.2012

Promo na żele OS

***Jak na złość dzisiaj - 5 stycznia- pojawiła się nowa gazetka. Promocja prawdopodobnie jest już nieaktualna :( A to klops! ***

Warto zajrzeć do Rossmana, ponieważ żele pod prysznic z Original Source są obecnie w ciekawej promocji. Przy zakupie dowolnego żelu , drugi dostajemy gratis w kasie. Ja dwa razy dostałam w gratisie tą samą wersję zapachową, czyli Eucalyptus & Lime, Basil oil. Przypuszczam, że tak jak było z mydełkiem gratisowym, w tym wypadku też odgórnie dostępna jest jedna kombinacja zapachowa (chociaż reklama w gazetce świadczy o czymś innym). Sam zapach jest raczej typowo mężczyźniany, ale na tyle przyjemny że może się na niego skuszę .





W koszyku oczywiście wylądowała moja ulubiona wersja Mango & Macadamia. Skusiłam się też na coś ożywczego, czyli na Orange oil & Ginger, który naprawdę energetyzująco pachnie. Żałuję, że kolejny raz nie udało mi się trafić wersji malinowo- waniliowej, ale będę szukać dalej ( na razie widziałam ją tylko w Rossmanie w Jankach).
Jak pamiętacie lubię żele OS za przyjazne składniki, nietuzinkowe wersje zapachowe i świetne opakowanie. Wychodzi na to, że używam ich od dłuższego czasu non stop :D Naprawdę je polubiłam i aż sama się sobie dziwię, że wracam po nie jak bumerang.

Na doczepkę w koszyku wylądował jeszcze kremik do rąk Isany, który teraz można nabyć za 4 zł. Kończę właśnie wersję z olejkiem arganowym i jestem na tyle zadowolona, że postanowiłam dokupić drugi-inny do recenzji. Więcej na ten temat wkrótce ;)

I co? Skusicie się?

03.01.2012

Witam noworocznie!

Co roku obiecuję sobie poprawę. Przede wszystkim, że zrzucę kilka (cały czas zbędnych) kilogramów, że będę bardziej oszczędna i przede wszystkim : będę systematyczna. Regularność moich postów na blogu pokazuje Wam jak bardzo przykładam się do tego ostatniego postanowienia. Wydaje mi się, że nigdy już nie uda mi się być systematyczną w czymkolwiek i z wiekiem już coraz bardziej sobie odpuszczam. Nie jestem w stanie nawet regularnie używać odżywki do rzęs czy robić maseczek na twarz, więc pisać postów na blogu tym bardziej. Stąd też moja ostatnia długa, miesięczna przerwa. Naprawdę podziwiam Blogerki, które są w stanie pisać codziennie albo co dwa dni- szacun dziewczyny! :)

Nie będę ukrywać, że mój niebyt spowodowany też był remontem. Wybieranie podłogi, farb, tapet, mebli i tym podobnych rzeczy ograniczyło mój czas do minimum i spowodowało przewlekłe wyczerpanie. Ale wysiłek się opłacał i jestem całkowicie zadowolona z efektu końcowego. Teraz kiedy mogę odetchnąć naszła mnie wena na pisanie, więc spodziewajcie się w najbliższym czasie nowych wpisów.

A dla ciekawych efektu, pokazuje co udało mi się zrobić w moich czterech kątach:


Upragnione półki na książki, które rzeźbił mój mężczyzna:



I upragniony fotel, w którym mogłabym spocząć i poczytać lub posłuchać muzyki :)


Niby skończone, ale jeszcze wiele przede mną. W końcu diabeł tkwi w szczegółach ;)
A co do nowego roku, to mam nadzieję że spędzimy go razem i będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. Czego sobie i Wam życzę :*

See you soon!

.

JAKO AUTORKA BLOGA NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE, POWIELANIE LUB JAKIEKOLWIEK INNE WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI LUB WE FRAGMENTACH TEKSTÓW I ZDJĘĆ Z SERWISU INTERNETOWEGO www.iwetto.com BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY (PODSTAWA PRAWNA: DZ. U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170).