31.03.2012

W nagrodę

Miałam bardzo intensywny miesiąc w pracy, dzięki czemu dostałam ekstra uznanie. Długo się nie zastanawiałam i wybrałam się do Rossmanna po pomadkę Loreal Rouge Caresse . Od dawna chodziła za mną jakaś szminka do codziennego makijażu. Oczywiście na jednym kosmetyku nie mogło się skończyć ;)


Szminkę ostatecznie wybrałam w odcieniu 101 Tempting Lilac. Ma ładny różowy naturalny odcień, ładnie pachnie i jest niesamowicie miękka.  Jak tylko pogoda się poprawi na pewno pojawi się na blogu.
Nie wiem jak u Was, ale w stolicy dzisiaj było od rana pochmurno, deszczowo, do tego padał grad na przemian ze śniegiem. Pogoda bardzo nie sprzyjała do wyściubiania nosa poza mieszkanie. 



Zanim zapomnę chciałam Wam gorąco polecić herbaty King's Crown z Rossmanna. Moją ulubioną jest Roiboss karmelowy, tym razem skusiłam się na truskawki z sernikiem. Brzmi obłędnie, ale jeszcze jej nie próbowałam. Spoza kosmetycznego zbiorku jest też świeczka, promująca Godzinę dla Ziemi .

Świeczka kosztuje 5 zł i cały dochód z jej sprzedaży zostanie przeznaczony na Fundację WWF Polska, aby pomóc niedźwiedziom w naszych górach. Myślę że cena nie jest wygórowana, a każda Rossmannomaniaczka jest w stanie wydłubać piątaka na pomoc miśkom. Każdy, kto kupi świeczkę, może ją zapalić dzisiaj o 20:30 podczas Godziny dla Ziemi. Oczywiście Wszyscy mogą wziąć udział, wystarczy że przez godzinę wyłączymy światło i będziemy siedzieć przy świeczkach :) Wiem, że trochę późno o tym piszę, ale sądzę, że nie ma różnicy kiedy będziemy oszczędzać prąd. Ważne żeby wszystko robić z umiarem i mieć na uwadze, że prąd, papier, woda znikąd się nie biorą, a źródła ich poboru nie są niewyczerpane. Nie umoralniam nikogo, nie zrozumcie mnie źle, po prostu wiele to nie kosztuje, a można się przyczynić do szczytnego celu :)

Wracając do zakupów, do koszyka trafiło jeszcze moje ulubione ostatnio mydełko z Alterry. Miałam już oliwkowe, konwaliowe, teraz padło na miodowe. Bardzo je lubię, ponieważ dobrze się pienią, przyjemnie i naturalnie pachną, nie wysuszają dłoni i są bardzo wydajne. Mydła innych drogeryjnych marek znikają w tydzień, a to pieni się, pieni i końca nie widać :) Polecam wypróbować!


 Poza tym skusiłam się w końcu na olejek Babydream oraz piankę do mycia twarzy z Rival de Loop, którą kupiłam głównie dla opakowania. Podobno bardzo fajnie spienia, więc na pewno przyda mi się do jakichś kosmetyków. 

I na koniec jeszcze Sephorowa wymiana. Doszłam do wniosku, że jeszcze po coś tam muszę wpaść, bo taka okazja szybko się nie powtórzy. Skusiłam się na bronzer (obecnie kończę NYXowy róż w odcieniu Taupe, który służył mi do konturowania), super trwały błyszczyk oraz standardowo lakier :)


 
Jak na marzec nagród wystarczy :)
Lecę gasić światło, buziaki :*

29.03.2012

Perełka!

 
To jest mój ostatni faworyt w codziennej pielęgnacji, ponieważ pomógł uporać mi się z moim dokuczliwym problemem. Mowa o maści Hud Salva marki Hudosil, którą dostałam w Kiss Boxie.   
Jest to silnie natłuszczająca maść, nie tylko do dłoni i stóp, ale także do każdego innego przesuszonego kawałka naszej powierzchni. Chroni także przed nadmiernym wysuszeniem i szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi (zimno, słońce, woda). Wygładza skórę, a dodatkowo leczy podrażnienia.



Najważniejsze składniki aktywne:

  • gliceryna – pozostaje na powierzchni skóry, tworząc warstwę chroniącą przed utratą wody i szkodliwym wpływem czynników atmosferycznych,
  • olej rycynowy – inaczej rącznikowy, doskonale nawilża i natłuszcza nawet najbardziej przesuszoną skórę,
  • bisabolol – pozyskiwany z rumianku ma wspaniałe właściwości łagodzące i przeciwzapalne, doskonale nadaje się do pielęgnacji nawet najbardziej wrażliwej i chorej skóry; usuwa zaczerwienienia i pomaga zmniejszyć ryzyko wystąpienia alergii,
  • mirystynian izopropylu – chroni, zmiękcza i uelastycznia skórę, poprawia konsystencję kosmetyku,
  • alantoina – działa regenerująco, przyspiesza odnowę i ułatwia odnowę uszkodzonego naskórka, zmniejsza podrażnienia, wygładza i zmiękcza skórę.


    Stosowanie maści zalecane jest przy suchej, wrażliwej, zaczerwienionej i popękanej skórze z nadmiernie zrogowaciałym naskórkiem; szczególnie dla osób z łuszczycą i atopowym zapaleniem skóry. 

    Mimo tego, że Hud Salva jest silnie natłuszczająca, to nie zostawia tłustego, świecącego filtru. Wciera się zupełnie do zera i pozostawia taką miłą, aksamitną warstewkę. Działanie, jak i wchłanianie ma błyskawiczne! Konsystencja natomiast jest trochę ciągnąca, jakby lepka, przy czym zupełnie nie jest to nieprzyjemne w użyciu i nie powoduje żadnego dyskomfortu. Po prostu przy precyzyjnej aplikacji nastręcza odrobinę trudności, ale przy hojnym smarowaniu nie robi różnicy. Zachwycił mnie jej kolor, który przywodzi na myśl perłę.


    Dzięki temu że po roztarciu jej nie widać świetnie sprawdziła się przy pielęgnacji skrzydełek nosa. Ostatnio walczyłam z uporczywym katarem i do tej pory wspierałam się Carmexem (tak, tak! nie tylko pielęgnuje, ale także pomaga swobodnie oddychać), aż przypomniałam sobie o tej maści. Smarowałam się nią nawet w pracy i nic nie było widać, a mój nos nareszcie nie przypominał nosa Rudolfa. Skóra była szybko ukojona, a zaczerwienia zniknęły już po jednym dniu systematycznego użytkowania

    Jednak jest jeszcze jedno, bardzo istotne zastosowanie tej maści. Po prostu świetnie sprawdza się jako balsam na suche skórki wokół paznokcia! Po prostu rewelacja! 
    Z moimi skórkami nie mogę się uporać od wieków. Do tej pory byłam zadowolona z masełka Burt's Bees, ale uwierzcie mi że ta maść daje zdecydowanie lepszy efekt i to przy mniejszym wkładzie.
    Stosuję ją tylko na noc. Wcieram niewielką ilość w skórki, tak żeby jeszcze biała linia zachowała się wokół paznokcia. Tutaj właśnie lepkowatość maści trochę przeszkadza, ale to naprawdę nie jest bardzo dokuczliwe.  Ot po prostu piszę, żeby się do czegoś przyczepić ;) A przez następny cały dzień, mimo częstego mycia dłoni, skórki są cały czas nawilżone. Nic nie sterczy, nic nie straszy swoim suchym widokiem. 

    Jeżeli macie tą maść  w swoim posiadaniu, to koniecznie wypróbujcie ją w taki sposób jaki polecam. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie, a Hud Salva stanie się Waszą perełką w pielęgnacji. Ja już zacieram rączki na pełnowymiarowe opakowanie :)



28.03.2012

Siedem grzechów głównych

Zostałam tagowana przez Sabbath oraz Lika.makeup
Zasady:
1.Odpowiedz na 7 pytań.
2.Napisz kto Cię otagował.
3. Przekaż zasady i  przekaż 5 innym bloggerkom.






  •  CHCIWOŚĆ Najdroższy kosmetyk, jaki kupiłaś. Najtańszy kosmetyk, jaki posiadasz. 
Jestem w stanie zapłacić wysoką cenę za upatrzony kosmetyk, jednak nie mam w zwyczaju kupować tych z górnej półki. Na pewno najdroższym do tej pory (oprócz wszelakiego rodzaju wód toaletowych czy perfum) był Shimmer Brick Bobbi Brown.  

Najtańszym natomiast są cienie w musie marki Rimmel .
  • GNIEW: Których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz? Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?
Nienawidzę kosmetyków, które się u mnie nie sprawdzają lub nie przypadły mi do gustu. Ale chyba najbardziej irytuje mnie nieprzemyślane opakowanie.  Męczenie się z wydobyciem kosmetyku, to chyba jedna z najbardziej irytujących czynności.
Uwielbiam lakiery do paznokci  w ciekawych kolorach. Jednak staram się ograniczać ich ilość w moim kuferku, bo gdybym tylko popuściła, mogłabym sobie sypialnię nimi wytapetować.
Najtrudniejszym kosmetykiem do zdobycia była baza pod cienie Too Faced. Niestety trafiła mi się podróba i zmalało moje zaufanie do ludzi. Ale muszę przyznać, że jak na fałszywkę działa świetnie ;)
  • OBŻARSTWO: Jakie produkty kosmetyczne są według Ciebie najpyszniejsze?
To jest oczywista oczywistość:  Carmex Moisture Plus Chociaż on bardziej pachnie niż smakuje i to jest jego ogromny plus, bo nie znoszę jak mazidła do ust mają jakikolwiek smak.

 
  • LENISTWO: Których produktów nie używasz z lenistwa?
Peelingów do ciała ;[  Już nawet częściej używam balsamów czy maseł.
  •  DUMA: Które kosmetyki dają Ci najwięcej pewności siebie?
 Zdecydowanie dobry antyperspirant lub bloker.
  •   POŻĄDANIE: Jakie atrybuty uważasz za najatrakcyjniejsze u płci przeciwnej?
Takie jakie ma mój mężczyzna :P Chyba najbardziej, kręcą mnie jego bary, nigdy nie lubiłam szczawików.
  •   ZAZDROŚĆ: Jakie kosmetyki najbardziej lubisz dostawać w formie prezentów?
Nie będę oryginalna: każde! Lubię poznawać nowe kosmetyki i z chęcią próbuję czegoś nowego, więc niczym nie pogardzę. A jeszcze jak ma ładne opakowanie, zapakowane jest w ładny kartonik, przewiązane wstążeczką to już w ogóle... ^^

26.03.2012

Soho fiolety :)

Fiolet to zdecydowanie mój ulubiony kolor w dziennym makijażu. Ten tutaj wyczarowany został przy pomocy paletki NYX Soho Glam Collection. Mój aparacik niestety średnio nadaje się do fotografowania makijażu, ale co tam. Raz na jakiś czas mogę dodać zdjęcia, gdybym robiła to częściej szybko byście się znudziły, bo każdy wyglądałby tak samo ;) 


Róż i pomadka także pochodzą z palety, jednak na zdjęciu wyszły bardzo subtelnie. Kreska standardowo wykonana linerem Bobbi Brown, do tego podkład Pharmaceris i tusz Rimmel Sexy Curves.



A Wy jaki kolor najczęściej wybieracie do swojego codziennego makijażu? A może nie używacie cieni na co dzień ?

25.03.2012

Mycie pędzli

W niedzielę zawsze poświęcam trochę czasu na pielęgnację pędzli do makijażu. Stało się to już moim rytuałem. Na tygodniu oczywiście dbam o pędzle codziennego użytku, jak te do linera, ust czy fluidu,  jednak raz w tygodniu zbieram wszystkie i urządzam im porządną kąpiel. Czyszczę nawet te, których nie używałam, a znajdowały się na mojej toaletce. Zbiera się na nich kurz, więc wydaje mi się to naturalną koleją rzeczy. Natomiast pędzle, których w ogóle nie używam spoczywają zabezpieczone w szufladzie. 


Do mycia pędzli staram się używać delikatnych szamponów dziecięcych, które nie zawierają żadnych silikonów. Obecnie moim faworytem jest Babydream. Bambi natomiast zupełnie nie polecam, ponieważ bardzo się pieni i ma za dużo żółtego barwnika. Włosia nie odbarwił, ale ten fakt bardzo mnie zniesmaczył. Często też kupuję szampony z Sephory albo z ELFa. Oba jakościowo są identyczne, z tym że ELF jest trochę tańszy, ale ma beznadziejną butelkę. Natomiast Sephora ma bardzo dobry dozownik, dlatego po wykończeniu produktu zostawiłam sobie mini buteleczkę.


Moje dogłębne czyszczenie pędzli, polega na wylaniu odrobiny szamponu na dłoń, naniesienie dosłownie odrobiny na włosie (wystarczy tylko pacnąć) i umycie pod bieżącą wodą. Zawsze ograniczam strumień wody, aby przypadkiem nie namoczyć łączenia między skuwką a trzonkiem, co może spowodować wypadanie włosia, a także odklejenie się skuwki od trzonka. Zdarzyło mi się, że drewniana rączka przy małej średnicy pędzla, naciągnęła tyle wody, że odpadła od reszty. Był to oczywiście tani pędzel, ale nie ma sensu przyczyniać się do tego typu uszkodzeń. Lepiej po prostu nie narażać swojego ulubionego pędzla. 


Po oczyszczeniu pędzla z szamponu i resztek kosmetyku, wycieram włosie w ręcznik, aby pozbyć się jak największej ilości wody. Tak wykąpane pędzle układam płasko na ręczniku papierowym (który dodatkowo odciągnie jeszcze wodę) i od czasu do czasu przekręcam.



Lubię też używać płynu do pędzli z Sephory. Służy on do delikatnego czyszczenia bez użycia wody. Świetnie sprawdza się na co dzień do pędzelków od cieni. Jeżeli chcę oczyścić włosie, to po prostu spikuję je i wycieram w płatek bawełniany lub chusteczkę. Pozwala mi to łatwo i szybko pozbyć się ciemnego lub nieodpowiedniego koloru, a także odświeżyć pędzel.

Natomiast pędzle służące do aplikacji "oleistych konsystencji", jak fluid, korektor, pomadka czy liner, myję codziennie szamponem. Dodatkowo później odkażam je alkoholem, który szybko wyparowuje i nie zostawia po sobie śladu.


Później czeka je już tylko następny długi tydzień ze mną :) A Wy czym pielęgnujecie swoje pędzle?

24.03.2012

Shrimp cocktail

Dziwna nazwa dla lakieru Sephory nr 71. Nijak nie przypomina mi krewetek, ponieważ jest bardziej różowo- kolarowy, krewetki natomiast kojarzą mi się z odcieniem łososiowym ;]


Całość zatopiona jest w srebrnych drobinkach. W buteleczce prezentuje się obłędnie, na paznokciach ten efekt już trochę mniej mi się podoba.



Sam lakier nakłada się bardzo dobrze. Mimo tego, że buteleczka jest mała, pędzelek w środku jest hojnie owłosiony i łatwo nim rozprowadzić lakier przy dwóch maźnięciach. Przypuszczam, że przy dłuższych paznokciach też nie będzie problemu, szczególnie że wystarczy jedna warstwa dla całkowitego krycia. Co do jakości jak zawsze się nie wypowiem, bo używam base coatów, top coatów i wysuszaczy :)


Co myślicie?

23.03.2012

Byłam i wymieniłam :)

Oczywiście mam na myśli promocję Sephory, o której pisałam tutaj [KLIK] i z której można skorzystać do 1 kwietnia. Jeżeli jeszcze nie słyszałyście o niej, to zapoznajcie się koniecznie, bo taka okazja często się nie zdarza. Uogólniając zasady, wystarczy przynieść swój kosmetyk i wymienić na taki sam marki Sephora z  upustem 50%. 


Postanowiłam przejrzeć swoją toaletkę i poszukać zbędnych lub starych kosmetyków, których z chęcią się pozbędę. Niestety i u mnie czasami coś zalega, coś czego istnienia nawet nie podejrzewałam. I tak uzbierała się całkiem niezła grupka. W sumie nie wiedziałam też co chcę konkretnie kupić, dlatego starałam się przygotować na każdą ewentualność. Nigdy nie wiadomo co mi wpadnie w oko.


Muszę przyznać, że obsługa była bardzo miła i pomocna. Nie było większych zgrzytów i wszyscy wiedzieli na czym ów wymiana ma polegać (czego nie mogę powiedzieć o Douglasie i akcji wymiany tuszu z Art Deco). Także kiedy kosmetyki wylądowały w koszyku i udałam się do kasy, od razu spytano mnie czy mam coś na wymianę w zamian za zniżkę. How nice ;) Ostatecznie skusiłam się tylko na cztery rzeczy. 


Na pędzle 43 i 45 czaiłam się już wieki (Str-linga witaj w klubie), ale ich cena około 60 zł za sztukę jakoś mnie nie przekonywała. Poza tym dopiero teraz Sephorowe pędzle dostały ładne wdzianka. Wcześniej po prostu sterczały, bez żadnego zabezpieczenia i jakoś fakt, że mogły być macane nie napawał mnie entuzjazmem do zakupu. Czy Wy też tak macie?
Dzisiaj użyłam pędzla do bonzera, czyli małego flat topa nr 43, aby zaaplikować podkład Pharmaceris i przeżyłam ekscytację :) Tego szukałam, ale o tym będzie później.
Nr 45 to większa kulka, przeznaczona do pudru mineralnego. W sumie też kupiłam go z myślą o fluidzie, ale to się jeszcze zobaczy.

Do koszyka trafiła też żelowa kredka Flashy liner waterproof nr 09 flashy pink oraz lakier do paznokci Shrimp cocktail nr 71. O dziwo reszta Sephorowych produktów mnie nie kusiła i wyszłam tylko z małym pakunkiem. Za to mój mężczyzna sobie wypatrzył coś większego i dzięki niemu dostałam kilka ciekawych próbek. 


A Wy odwiedziłyście już swoją Sephorę? Pochwalcie się koniecznie co wybrałyście dla siebie!

21.03.2012

Soho Glam :)

Skusiłam się na paletkę cieni :] Już dawno żadnej sobie nie sprawiłam. Nawet zrobiłam szybki rekonesans i ostatnią jaką kupiłam była Au Naturel ze Sleeka, czyli wieki temu. Paleta NYX Soho Glam przykuła moją uwagę na blogu  i bardzo spodobały mi się jej kolory. Wszystkie dosłownie idealnie komponują się ze mną. Fiolety, brązy, szarości...


Zamówiłam ją na stronie Cherry Culture, na której zawsze zaopatruję się w produkty firmy NYX. Była przeceniona, a dodatkowo CC miało zniżkę na wszystkie produkty -20%, więc dwa razy się nie zastanawiałam i kliknęłam. Muszę przyznać, że zadziwiająco szybko do mnie dotarła, ponieważ od zakupu minął raptem tydzień. Paletka była zapakowana w pudełko kartonowe, opatulona solidnie folią bąbelkową oraz szczelnie papierem, żeby nie obijała się o ścianki opakowania. Ogólnie muszę pochwalić firmę Cherry Culture, ponieważ zawsze ich produkty są profesjonalnie zapakowane i zabezpieczone. Składałam u nich zamówienie już kilka razy i zawsze wszystkie produktu przychodziły w stanie nienaruszonym. Tak samo było teraz :) Dodatkowo strona ma program lojalnościowy i za zakupy zbiera się punkty, które wymienia się później na bony pieniężne, a te znowu na zakupy :]
Nie polecam kupowania kosmetyków tej firmy w Douglasie, bo ceny są wywindowane w kosmos. Uwierzcie mi , że nawet z przesyłką z USA wyjdzie Wam taniej  ;)


W skład paletki wchodzą w większości cienie, do tego jedna kredka do ust, dwa błyszczyki z drobinami, osiem pomadek i cztery róże. W zestawie jak zawsze jest jeszcze nędzny pędzelek i dwa aplikatory. W sumie mogliby sobie darować dodawanie tego typu gadżetów.  Paletka Soho zawiera w większości cienie perłowe, kilka z brokatem i kilka matowych.


Jeżeli chodzi o jakość palety, to w zasadzie o firmie NYX mam już wyrobione zdanie. Mam kilka ich mniejszych paletek i oprócz tego, że są dobrze napigmentowane, to jeszcze mają ładne perłowe cienie,  które pozostawiają na powiece kolor, a nie sam błysk. 


W sumie wiedziałam na co się decyduję i dzisiaj po pierwszej aplikacji się nie rozczarowałam. Wszystkie elementy palety były takie jak przypuszczałam, czyli całkiem dobrej jakości w niewygórowanej cenie. Nie wiem czy jeszcze będę miała coś do powiedzenia na jej temat. Jeżeli macie jakieś dodatkowe pytania chętnie na nie odpowiem.
I jak Wam się podoba?

20.03.2012

Och Clarins...

Krem Clarins Daily Energizer Gel-Cream w sumie już dawno zużyłam, ale długo zastanawiałam się co o nim napisać. Dorwałam go w Sephorze w promocji za około 60 zł, normalnie kosztuje około 100 zł. Ale skusiłam się na niego z innego powodu, mianowicie opinie które o nim do mnie docierały były w samych superlatywach. I jak widać każdemu pasuje co innego, bo ja efektu wow ani glow nie widziałam.


Pierwsze co mnie uderzyło to intensywny zapach. Tego się zupełnie nie spodziewałam. Jestem raczej zwolenniczką subtelnych i kremowych zapachów, niż ciężkich, powodujących mdłości. Przywodził mi na myśl zapach gardenii, taki gorzki i niezbyt przyjemny dla mojego powonienia. Jakoś jednak się przemogłam i codziennie rano wklepywałam go pod makijaż.
Konsystencję miał bardzo przyjemną i jak nazwa wskazuje kremowo-żelową. Ta wersja przeznaczona jest do cery mieszanej, jest jeszcze dostępny jako sam krem do cery normalnej. Dziękki lekkiej formule szybko się wchłaniał i dobrze rozprowadzał, nie ścierając ani nie pozostawiając lepkiej warstwy. 


Opakowanie natomiast było bardzo duże i ciężkie. Przypuszczam, że większość kwoty pochłonęło wykonanie tego szklanego słoiczka, ponieważ samego kremu w środku było 30 ml (gdzie z reguły spotyka się 50 ml). Mimo tego krem służył mi przyzwoicie długo. 
Efekty jakie po nim zauważyłam to średnie nawilżenie, adekwatne do mojego typu cery. Nie spowodował też wzmożonego wydzielania sebum w strefie T, a dodatkowo uelastycznił skórę. Także w połowie wywiązał się ze swojego zadania, w drugiej połowie niestety dał klapę. Nie poradził sobie z niedoskonałościami i nie pomógł mi przy przebarwieniach, co obiecywał producent. Cera niestety nie była po nim promienna ani nie emanowała blaskiem. Zupełnie nie dawał mi takiego efektu rozświetlenia, który widzę po kremie Vichy Aqualia Antiox [KLIK].

 
Na plus mogę mu zaliczyć jeszcze brak filtra (który z reguły stosuję w podkładach, więc w innych kosmetykach się już wystrzegam) oraz niekomadogenność, co jak wiecie przy moich rozszerzonych porach jest bardzo istotne. 

Jak widzicie jest to według mnie średni krem, który sprawdza się tylko przy nawilżaniu. Reszta obietnic to czcza gadanina. Poleciłabym go młodym osobom po 20 roku życia, które raczej nie mają większych problemów z cerą, a potrzebują średniego nawilżenia. 

Miałyście jakiś kosmetyk tej marki?

19.03.2012

Najlepszy! // PHARMACERIS Delikatny fluid intensywnie kryjący #01 Ivory

Nareszcie znalazłam podkład najlepszy dla mojej cery. Jest to moje drugie opakowanie, więc słowa zachwytu nie są podyktowane pierwszym zauroczeniem, a raczej zakochaniem przeradzającym się w stały związek ;) Same na pewno wiecie, że ciężko znaleźć idealny podkład. Nie tylko jeżeli chodzi o sam koloryt, ale także o pozostałe istotne czynniki, jak cena, pielęgnacja, dostępność. I tak o oto odnalazłam swój numer jeden , czyli podkład Pharmaceris Delikatny fluid intensywnie kryjący o przedłużonej trwałości. Dla przypomnienia mam cerę mieszaną w kierunku suchej na policzkach, jednak strefa T nie przetłuszcza się bardzo. Mam rozszerzone pory i niestety tendencję do zapychania, a od czasu do czasu pojedyncze wypryski.


Fluid dostępny jest w aptekach i kosztuje około 40 zł, chociaż swój kupiłam w przyzwoitej promocji w Super Pharm. Opakowanie zawiera 30 ml produktu i dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych. Tutaj można by się przyczepić, bo to stanowczo za mało. Jednak najjaśniejszy idealnie dopasowuje się do mojej cery i nie widać większej różnicy przed i po nałożeniu w tonacji skóry. Odcienie, które są dostępne to: 


  • 01 Ivory - kość słoniowa
  • 02 Sand - piaskowy        
  • 03 Bronze - brązowy      




Moja wersja kolorystyczna 01 Ivory jest beżowa i nie ma tonów pomarańczowych czy różowych. Fluid najczęściej aplikuję gąbeczką lateksową, kiedyś pędzlem. Przestawiłam się na inny sposób, ponieważ podkład szybko wysycha i trzeba dobrze go rozetrzeć, aby nie powstały smugi. Przy pomocy gąbeczki uzyskuję najbardziej naturalny i oczekiwany efekt. Najlepiej nakładać go po trochu na całą twarz, niż etapami. Jego konsystencja nie jest bardzo lejąca, ani bardzo gęsta. Dobrze się rozprowadza i niewielka ilość wystarczy do pokrycia całej twarzy. Ja z reguły nakładam dwie pompki (dla dobrego krycia) lub jedną dla ujednolicenia kolorytu. Większą ilość nakładam, kiedy na skórze mam coś więcej do ukrycia niż tylko lekkie przebarwienia, mam tu na myśli zaczerwienia i pozostałości po wypryskach.


Daje ładne pudrowe wykończenie na buzi, lekko matując. Dla mojej cery całkowicie jest to wystarczalne, chociaż zdarzało mi się sporadycznie używać bibułek matujących. Jednak wydaje mi się, że było to bardziej podyktowane zmianami hormonalnymi, bo na co dzień prezentuje się bardzo dobrze. Podkreśla suche skórki, jak każdy podkład, który nie jest nawilżający. Ogromną jego zaletą jest to, że nie przyczynił się do przesuszenia moich policzków jak i zapchania porów. Jest to dla mnie bardzo istotne, ponieważ większość drogeryjnych fluidów niestety to robi. Co powoduje u mnie konsternację, bo fluid może sprawdzać się świetnie, ale co z tego jeżeli pogarsza stan mojej skóry i trzeba zaostrzyć jej pielęgnację. 

Poza tym posiada całkiem wysoki filtr, bo SPF20. Niestety w moim przypadku poszukiwanie dobrego filtru skończyło się na przetłuszczeniu skóry oraz jej dużemu zanieczyszczeniu. Dlatego w końcu zrezygnowałam ze słonecznej ochrony, szukając dobrego ochraniacza wśród podkładów i Pharmaceris stanął na wysokości zadania. Tak samo jest z trwałością, trzyma się przez cały dzień, nie zostawiając plam na ubraniu czy telefonie, mimo tego że nie utrwalam go żadnym pudrem.


Zapomniałam wspomnieć o aplikatorze. Opakowanie ostatnio się trochę zmieniło i moim zdaniem na lepsze. Zamiast nieestetycznego dozownika, producent zrobił wygodny dziubek. Przy poprzedniej wersji, wszystko było dookoła upaćkane, z nowym atomizerem problem całkowicie zniknął. 
Minusem może być natomiast data ważności, ponieważ od pierwszego użycia ważny jest tylko przez pół roku. Dlatego polecam jego zakup na sezon jesienno-zimowy, niż letni.

Podsumowując, jeżeli macie cerę podobną do mojej, to warto rozważyć jego zakup. Nie polecałabym go osobom mającym cerę tłustą czy suchą, ale dla Was marka Pharmaceris też ma coś w zanadrzu. Osobiście zastanawiam się jeszcze nad wersją nawilżającą, a także nad innymi produktami tej marki. To było moje pierwsze spotkanie z Pharmaceris i jestem ciekawa co jeszcze by się u mnie sprawdziło. Dajcie znać co polecacie i czy miałyście podkłady z tej firmy :)

18.03.2012

Wiosenne porządki z Sephorą

Wiosna to dobry pretekst do działania. Dzięki świecącemu słońcu i ćwierkającym ptaszkom, aż mi się chce to, czego tak bardzo nie lubię. Najwyższa pora zrobić przegląd szafy, kosmetyków, umyć okna (nie cierpię!), uprzątnąć balkon, przesadzić kwiatki i zrobić te wszystkie inne niezbędne rzeczy. 



Ale przede wszystkim, muszę zabrać się za kosmetyki! Nie mam sentymentu jeżeli chodzi o stare i przeterminowane kosmy. Czasami zdarza mi się zachować jakąś pomadkę, jeżeli chce poszukać podobnego odcienia, w innym przypadku wszystko ląduje w koszu. Tylko nie zrozumcie mnie źle, aż tyle tego nie ma, ale zawsze znajdzie się coś po terminie.

I dzisiaj przeglądając moje ulubione Wysokie Obcasy, natknęłam się na ciekawą informację:


Sephora podchwytliwie idzie mi na rękę ;) Wystarczy przytargać do salonu swój stary kosmetyk, a w zamian dostanie się aż 50 % na nowy. Oferta obowiązuje od 19 marca do 1 kwietnia i dotyczy tylko produktów marki Sephora. To znaczy przynosimy kosmetyk dowolnej marki i możemy wybrać kosmetyk tylko produkcji Sephora.

Kiedyś miałam ich kilka cieni, kredek, podkładów i nie przypadły mi do gustu na tyle, żebym mogła do nich znowu wrócić. Ale wypatrzyłam kilka ciekawych rzeczy w książeczce promocyjnej, którą niedawno otrzymałam pocztą.


Zaintrygowały mnie kredki do ust oraz pomadki w płynnej postaci.


Przyznam, że będę intensywnie zastanawiać się nad tą promocją, szczególnie, że nawet w programie lojalnościowym nigdy nie proponują 50% zniżki. W trend booku raptem 15 % phi!
I co sądzicie o propozycji Sephory?

***

14.03.2012

*Rude Nude*

Mój pierwszy i na razie jedyny, czyli Wibo nr 396. Dzięki subtelnemu i dziewczęcemu odcieniowi różu, prezentuje się bardzo dobrze. Trochę się obawiałam, że będzie wyglądał jak "korektor", że będzie za jasny itd, ale już po pierwszym użyciu wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Dla mnie jest idealny i kosztował niecałe 5 zł :)


Postanowiłam go jednak wzbogacić o odrobinę białego brokatu. Dzięki temu manicure ładnie odbijał światło, a nudziak nie był taki nudny ;)


I reszta winowajców, biorąca udział w występku pod kryptonimem "rude nude"


Jak wiecie niespecjalnie przejmuję się jakością lakierów, ale Wibo zawsze uważałam za godne uwagi. Dobrze się nimi maluje, dobrze kryją, są całkiem trwałe i są tanie! Mi więcej nie potrzeba, a do zadań specjalnych mam Seche Vite oraz base coat z Yves Rocher. A nudziaka zdecydowanie polecam!

13.03.2012

Zdobycze lakierowe

Dawno już nie kupowałam lakierów, a to dlatego że staram się od nich trzymać na dystans. Gdybyście jeszcze nie zauważyli, to lakieroholizm jest moim kolejnym uzależnieniem. Nie stać mnie niestety na moje wszystkie nałogi, więc tego akurat staram się wyzbyć. Jednak od czasu do czasu ulegam pokusie, nie da się przecież cały czas żyć w celibacie!


W sumie to jest trzy do trzech, czyli kupiłam trzy lakiery i trzy toppery (ale i tak czekam na limitkę Catrice Milion Styles). Pierwsze co musiałam mieć to nudziak nr 396 z Wibo. Obawiałam się trochę jak będzie wyglądał na paznokciach, ale prezentuje się naprawdę znakomicie. Dodam że kolor jest praktycznie identyczny z GlossyBoxowym pudełkiem, które jest tłem dla zdjęć z tego posta i jest to chyba mój pierwszy lakier nude z prawdziwego zdarzenia.


Kolejny lakier, to Essie 766 Glamour Purse. Wypatrzyłam go w necie na czyichś pazurach i upolowałam go na Allegro. Dziwny traf chciał, że kupiłam go od Orlicy , więc bliższe zdjęcia możecie zobaczyć na jej blogu TUTAJ. Bardzo ładny kakaowy brązik, idealny do pracy, z kremowym wykończeniem. 


Ostatni z lakierów kolorowych to Catrice 430 Purplelized, który zdaje się jest pierwszym z tej marki w moim dorobku. Aż sama się sobie dziwię, bo zawsze chciałam jakiś kupić, ale żaden nie wzbudził mojego większego zainteresowania. Co jest bardzo dziwne, bo uważam że mają ciekawe i oryginalne kolory LOL! Wypatrzyłam go przy kasie i od razu dorzuciłam do reszty zakupów, ładny fiolet ze srebrnym shimmerkiem. 


Przyszła pora na toppery. Chyba Was nie zadziwię tym z My Secret nr 104, typu flakies. Od dawna miałam na niego oko, dzięki zdjęciom i notkom na blogach. 


Z Sensique skusiłam się na brokatowe drobiny. Kosztował tylko 3 zł, a jego numerek to 206. Takich topów nigdy dość w lakierowym kuferku :)


I ostatni mój nabytek, to Essence 06 You're gold mine. Nie mogłam mu się oprzeć! Śliczny, bardzo drobny złoty shimmerek. Uwielbiam go nosić mono, bez żadnej bazy kolorystycznej.
P.S. Te żółtości na buteleczce to moja piżama, a nie kolor lakieru.


Czekam na jeszcze jeden lakier z Sally Hansen i na razie koniec z lakierowym szaleństwem. A Wy ulegacie lakierowym pokusom?

09.03.2012

Zgarnij tusz!

Marka ArtDeco dzisiaj na swojej facebookowej tablicy zapowiedziała rozdawnictwo:

"Już jutro i pojutrze (10-11 marca) w Douglas Arkadia i Douglas Złote Tarasy rozdajemy mini tusz All in One Mascara ARTDECO na hasło FACEBOOK!"

Myślę, że warto spróbować i się przejść. Ja niestety jutro nie dam rady, ale może moja druga połowa da się namówić i mi pomoże ;)  Spróbujecie?

.

JAKO AUTORKA BLOGA NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE, POWIELANIE LUB JAKIEKOLWIEK INNE WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI LUB WE FRAGMENTACH TEKSTÓW I ZDJĘĆ Z SERWISU INTERNETOWEGO www.iwetto.com BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY (PODSTAWA PRAWNA: DZ. U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170).