27.01.2014

CANDY GIRL / Lily Lolo

Do tej pory stroniłam od kolorówki w sypkiej formie. Wydawała mi się niewygodna w użyciu, wymagająca więcej czasu oraz umiejętności. I teraz nie wiem czy moje tak urosły, czy po prostu wyolbrzymiałam problem. Dzięki mineralnemu różowi Lily Lolo w odcieniu Candy Girl, przekonałam się że warto dać szansę i puścić w niepamięć swoje obawy. 


Przede wszystkim bałam się pylenia. Jednak kosmetyki marki Lily Lolo charakteryzują się lekko wilgotną konsystencją. Dlatego przy nabieraniu na pędzel bez problemu wmasowują się we włosie, nie wzbijając pyłku w powietrze. Dzięki temu róż jest bardziej wydajny, chociaż spora pojemność 3g gwarantuje długie użytkowanie. Bo tak naprawdę do muśnięcia policzków wystarczy odrobina. Candy Girl ma odpowiedni stopień krycia, więc dozuję go w minimalnej ilości. Nie używam do tego tradycyjnych dużych pędzli, tylko mały Setting Brush z Real Techniques, który jest dedykowany do rozświetlacza.


Świetnie się sprawdza w tej kwestii ponieważ Candy Girl, jest lekko perłowy i zawiera bardzo drobny shimmer. Pięknie rozświetla twarz, więc nie potrzebny jest żaden dodatkowy kosmetyk. Ma bardzo przyjemne wykończenie, lekkiej tafli. Efekt oczywiście można stopniować, ale przy jednej aplikacji wygląda bardzo naturalnie, niczym naturalny rumieniec. Kolorem chłodnego różu ożywia twarz, a dzięki drobinkom odbija światło i nadaje makijażowi trójwymiarowości. 


Idealnie sprawdza się przy codziennym makijażu. Do tej pory moim faworytem był róż mineralny z MACa w odcieniu Dainty, ale Lily Lolo stworzyło świetnego rywala. Dainty jest bardziej brzoskwiniowy, chociaż do póki ich nie porównałam wydawał mi się chłodny. Będzie świetnie komponował się z każdym odcieniem skóry. Poza tym utrzymuje się przez cały dzień, aż do wieczornego makijażu. Oczywiście wszystko zależy od podkładu i rodzaju cery, jednak nawet na moich suchych policzkach niektóre kosmetyki dosyć szybko blakną. Candy Girl jest cały czas widoczny oraz jednolity, a jego pozostałości znajduję wieczorem na waciku ;) 


Dostępny jest za około 43 zł na stronie Costasy.pl. Kolejny raz przekonałam się, że nie warto spisywać kosmetyków na straty, tylko dlatego że są w formie sypanej. Trzeba po prostu trafić na dobry produkt, a róż Lily Lolo na pewno się do takich zalicza. 
__________________________________________

95 komentarzy

  1. ha ha dokładnie tak samo zaczęłam swój post o tym różu - że kosmetyki w formie sypkiej albo sie kocha albo nienawidzi - kontekst ten sam - ale mój post w środę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiesznie się złożyło :)

      Usuń
  2. Wiele razy przechodziłam kolo sklepu dzie mozna kupic produkty Lily Lolo - ale jakos nie moge sie przekonac do takje formy - nawet po tak dobrej recenzji jak twoja - po prostu sie ich boje grrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam takie obiekcje, ale następnym razem wejdź i niech Ci chociaż nałożą na policzki :)

      Usuń
  3. Piękny kolor, czaję się na kosmetyki Lily Lolo od kiedy głośno o nich w blogosferze, więc mam nadzieję, że w końcu się na nie skuszę :) Swoją drogą Dainty MAC także jest na mojej wish-liście :)

    OdpowiedzUsuń
  4. piękny odcień :) ja połączyłam próbkę różu Annabelle Minerals i Amilie - wyszedł całkiem fajny minerałek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Napisalas raz Candy Cane a nie Candy Girl :)

    Ja skusilam sie na pelnowymiarowe Oh La La i zaluje bo to nie moj kolor.... mimo ze pigmentacja zabojcza! ale mam chyba 6 probek innych rozy LL i mysle ze cos wsrod nich wybiore dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za zwrócenie uwagi :* Cały czas mylił mi się z podkładem XD

      Na pewno coś znajdziesz. Ja też się rozglądam za nowym kolorem z ich oferty ;)

      Usuń
  6. Śliczny kolor:-) Musi dodawać cerze świeżości :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękne zdjęcia *_* Odcień różu boski :D Z chęcią wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na prawdę odcień wygląda prześlicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Śliczny! Chyba nawet ładniejszy niż Oh la la :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Śliczny ma kolor, ale pewnie też miałabym obawy co do osypywania się :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja cały czas się boję kosmetyków w sypkiej formie ;p Róż ma ładny kolor, ale dla mnie pewnie lepszy by był ten z Maca:)

    OdpowiedzUsuń
  12. ależ odcień, kocham takie :) <3

    OdpowiedzUsuń
  13. ja wciąż jestem sceptyczna do minerałów...to chyba już taka irracjonalna niechęć:) ale też nie potrzebuję kolejnego różu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja się boję sypańców, ale przełamuję opory. jednak póki co nie zdecydowałam się na róż z LL.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też podchodzę do nich jak pies do jeża - może niesłusznie

    OdpowiedzUsuń
  16. Też nie przepadałam w sypkich kosmetykach, ale przekonałam się do nich po użyciu pudru bambusowego z Hean :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dla mnie jest odrobinę za błyszczący, MAC z nim wygrywa ;) Do sypkich produktów powoli się przekonuję i kto wie, może na lato zainwestuję w ich podkład!

    OdpowiedzUsuń
  18. Tez sie boje sypkich! Puder okay, ale roooz?!;) a polecasz jakis podklad mineralny? Chyba doroslam dobzmiany;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie postawiłam na minerały z Lily Lolo i recenzja podkładów pojawi się wkrótce :)

      Usuń
    2. To w takim razie czekam z niecierpliwoscia na ich recenzje:D

      Usuń
  19. Śliczny kolor :)
    A zdjęcia zrobiłaś piękne, pierwsze mnie oczarowało :)

    OdpowiedzUsuń
  20. może się kiedyś przekonam do takiej formy kosmetyku

    OdpowiedzUsuń
  21. Jestem wielką fanką minerałków, przepiękny kolor-skusiłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak dla mnie ten róż wygląda cudownie :) Tylko obawiam się, że u mnie niestety go nie znajdę, ale poszukam we Wrocławiu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można zamówić online :)

      Usuń
  23. Mam dwa róże z LL - Oh La La i Beach Babe, uwielbiam je :) Też kiedyś omijałam wszelkie sypkie produkty szerokim łukiem, teraz jednak widzę, że nie taki diabeł straszny :) Podoba mi się ich trwałość, bo tak jak piszesz, wieczorem nadal jest widoczny na twarzy, a niestety miewałam już róże, które po 2-3 godzinach stawały się kompletnie niewidoczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak właśnie znika Hervana z Benefit na większości podkładach ;) Dopiero niedawno odkryłam na czym trzyma się dobrze.

      Usuń
  24. Candy Girl jest śliczny, dlatego możliwe, że za jakiś czas skuszę się na niego. Czekam tylko, aż zużyję choć połowę Clementine i Sunset. Ich zabójcza wydajność blokuje moje chciejstwa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och to prawda, końca nie widać :)

      Usuń
  25. piękne zdjęcia, ja z produktów sypkich toleruję tylko puder transparentny :P niestety jestem tą która nie że nienawidzi ale nie lubi :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Piękne zdjęcia i piękny odcień! Ja również bardzo polubiłam róże z Lily Lolo i chętnie po nie sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Śliczny kolorek jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na róż Lily Lolo to wybiorę Twój odcień :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Mam gdzies przedziwny sypki roz loreal, nie przypadl mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli trzeba też trafić na dobry kosmetyk :)

      Usuń
    2. To blush minerals w odcieniu soft rose:-) wlasnie go odkopalam:-)

      Usuń
  29. ja długo nie mogłam się przekonać do sypańców, ale po odkryciu bare minerals nie wiem, jak mogłam tak sądzić. :P
    jeśli kiedykolwiek wykończę róż od nich to wypróbuję lily lolo. Albo jak mi się znudzi kolor, co bardziej prawdopodobne :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Piękny ten kolor, tak coś czuję, ze chciałabym go mieć coraz mocniej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Kolor śliczny, ale ja preferuję totalnie matowe wykończenie :)
    A dziś nie dałam już rady się powstrzymać i po poszukiwaniach lawendowego różu kliknęłam jeden ;) Mam też na liście kilka pozycji, chyba przegląd kosmetyków się szykuje... [w tym pędzli, będzie co wystawić na wymianę na wizażu :D]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lawendowy róż? Zapowiada się bardzo ciekawie!

      Usuń
  32. Chętnie sięgam po chłodne róże:) Candy Girl wygląda interesująco, Drobinki są subtelne i tworzą połyskującą taflę:) Właśnie jedzie do mnie zamówienie z Costasy. Szkoda, że nie zdecydowałam się na ten odcień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie jestem bardzo ciekawa na co się zdecydowałaś :)

      Usuń
  33. Róże nie dla mnie, bo mam naturalne rumieńce, ale chętnie bym wypróbowała puder i korektor Lily Lolo :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Niestety do cieni i rozy sypkich nie moge sie przekonac zupelnie ;) ale pudry sypkie mineralne bardzo lubie, glownie Lily Lolo ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Też jeszcze nie miałam różu w takiej formie:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Śliczny kolor - taki bardzo romantyczny i dla młodziutkiej dziewczyny :)
    Obawiam się, że z tego względu nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  37. Bardzo ładny odcień i zdjęcia piękne ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Akurat jeżeli chodzi o róże zniechęca mnie sypka konsystencja, używałam próbek i o ile kolor mi się podobał to aplikacja nie koniecznie:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mogłam się przekonać, ale jak widać warto dać szansę :)

      Usuń
  39. Kolorek piekny naprawdę prezentuje sie wprost zachwycająco ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Kolor nie mój, zdecydowanie wolę odcienie brązu, ale Twoje zdjęcia są piękne! Nie mogę się napatrzeć!

    OdpowiedzUsuń
  41. Podkład, puder jest nie trudny w obsłudze jednak sama mam problem z nakładaniem różu.

    OdpowiedzUsuń
  42. Piekny jest odcien tego rozu. Czytam caly czas o tej firmie i mozliwe, ze w koncu sobie cos sprawie. Ta forma sypka mnie odrobine przeraza :/

    OdpowiedzUsuń
  43. Piękny <3 Dla mnie najpiękniejszy z całej kolekcji:) Czaję się na niego już od jakiegoś czasu i nawet umówiłam się z siostrą, że przy następnej wizycie w Warszawie odwiedzimy wyspę Costasy w Galerii Mokotów, żeby go na żywo obejrzeć:) Podkładom w wersji sypkiej jakoś nie dowierzam, ale różom jak najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam zamiar tam zajrzeć i sama obejrzeć na żywo wszystkie kolory :)

      Usuń
  44. goździki <3 pięknie

    OdpowiedzUsuń
  45. a akurat myślałam ostatnio o jakimś połyskującym różu, bo moja kolekcja to praktycznie same maty... eh ;) A tu taka ładna słodzinka :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Wygląda bardzo ładnie, choć ja nie używam róży.

    OdpowiedzUsuń
  47. przepiękne zdjęcia! ja w ten weekend zrobiłam pierwszy krok w stronę minerałów i kupiłam w Galerii Mokotów set podkładów od Lily Lolo dla bledziochów. teoretycznie wyszło, że do mojej cery pasuje ten z Blondie w nazwie, ale pani go nie miała akurat, no to się zdecydowałam na pierwotny plan i kupiłam cztery miniatury. Kasowo mało to opłacalne, ale z drugiej strony fajnie popróbować kilka odcieni u siebie. już mnie ciekawość zżera, jak puder może robić za podkład i o co chodzi z zachwytami całej blogosfery nad minerałami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też swoją przygodę zaczęłam od miniatur i okazało się że dobrze zrobiłam! Pierwszy podkład jaki dla siebie wybrałam okazał się zbyt żółty. Drugi wybór okazał się idealny, a miniaturkę zużyję po prostu jako cień transparentny. U mnie się nie zmarnuje, bo używam bardzo utrwalającej bazy pod cienie i żeby jakikolwiek cień dobrze na niej rozcierać, muszę go wcześniej oprószyć czymś neutralnym :)

      Usuń
  48. wygląda pięknie , ja niestety jeszcze nie skusiłam się na sypkie cienie a co dopiero na róż :/ ps goździk na zdjęciu wspaniale wygląda, uwielbiam je latem, mam ich pełno w ogrodzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam goździki, ale mogę się nimi cieszyć tylko w wazonie.

      Usuń
  49. Zdecydowanie trzeba się skierować na Costasy, bo tak kusisz diablesko, że hej :) Kolor jest przeboski no i LL kocham, kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Ciężko odciągnąć wzrok od Twoich zdjęć, są takie kreatywne i piękne:)

    Może chciałabyś wygrać voucher na zakupy do świetnego sklepu? Zapraszamy na konkurs!!

    OdpowiedzUsuń
  51. Mam go i uwielbiam, podobnie jak pozostałe trzy odcienie :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Kolor różu jest cudowny :-)
    aaa... i zdjęcia także, zawsze się nimi zachwycam :-)

    OdpowiedzUsuń
  53. Odcień różu bardzo mi się podoba. Nie wiem czemu ale rzadko używam różu do policzków ;) częściej bronzer gości na mojej twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  54. Odcień śliczny ale za dużo się mieni jak na mój gust, zdecydowanie wolę maty :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Piekny odcien, bardzo mnie kusza roze z Lily Lolo, ale w lutym na pewno żadnego nie kupie, bo mam odwyk

    OdpowiedzUsuń
  56. Śliczny jest! Kiedy zamawiałam z LL podkład, wzięłam próbkę tego różu, bo byłam go ciekawa. Chętnie sprawiłabym sobie go w "normalnej" wersji.
    Chciałam napisać też słówko na temat zdjęć. Są piękne! Ta biel z różem i kolorem kwiatów... Po prostu cudo!

    OdpowiedzUsuń
  57. Pięknie go przedstawiłaś na zdjęciach <3
    Odcień różu bardzo mi się spodobał, wygląda tak świeżo, wydaje mi się jednak, że dla mojej cery by się nie nadał.

    OdpowiedzUsuń
  58. Bardzo ładny kolor i zdjęcia.

    Ostatnio róże z LL rządzą u mnie. "Wygryzły" wszystkie pozostałe. Doll face jest cudny w te mrozy - jakoś dziwnie mi do nich pasuje. :-)

    OdpowiedzUsuń
  59. Piękny kolor. Dobrze się w takim czuję. Ten MAC też niezły.
    O nie... nie mogę już oglądać żadnych róży! :P

    OdpowiedzUsuń
  60. Ja wlasnie nie moge sie przekonac do rozy w innej formie niz prasowanej .Mialam roze z Lily i sa piekne ,ale jednak wole prasowance :)

    OdpowiedzUsuń
  61. Róż z MAC też fajny, ale Lili Lolo wygrywa, bo lubię takie z shimmerem :) Tylko kolor musiałabym wypróbować na moim licu :)

    OdpowiedzUsuń
  62. Wygląda pięknie, boje się jednak że dla mnie mógłby być nieco zbyt różowy

    OdpowiedzUsuń
  63. Makijaże zrobione produktami mineralnymi wyglądają pięknie. Są lekkie i zdrowe dla skóry. Lubię taki subtelny makijaż który rzeczywiście upiększa. Problem polega na tym, że trzeba umieć korzystać z takich kosmetyków. Miałam pudry sypkie, oddałam je kuzynce, nie cierpiałam chmury pyłu brudzącej wszystko dookoła gdy ich używałam. Nie miałam nigdy produktów Lily Lolo, ta lekko wilgotna konsystencja trochę mnie zachęciła. Piękny jest ten róż.

    OdpowiedzUsuń
  64. Kwiaty skradły post!
    Są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  65. Kwiatki cudne :) Róż ma piękny kolor.

    OdpowiedzUsuń
  66. Ale piękna prezentacja! A na róże Lily Lolo zacieram łapki, szczególnie podoba mi się odcień zaprezentowany przez Ciebie i Oh la la :)

    OdpowiedzUsuń
  67. Piękny jest, lubię rozświetlające róże, choć Dainty to i tak mój faworyt :D

    OdpowiedzUsuń
  68. Odcień jest przepiękny, ale nadal mam ogromne obawy przed używaniem produktów w proszku ... Chyba się nie przemogę :(

    OdpowiedzUsuń
  69. Dla mnie troszkę za bardzo się błyszczy ale sprawna ręka wizażystki (i nie tylko:D) na pewno sprawiła by aby wyglądał cudnie nawet na mojej buzi. Osobiście wolę standardowe wersje w kamieniu. Taka forma aplikacji i konsystencja produktu najbardziej mi odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  70. Do mnie dwa dni temu dotarły kosmetyki z tej firmy, pierwszy zakup, a najbardziej zależało mi na tym zielonym korektorze, bo mam strasznie zaczerwieniona twarz + popękane naczynka, czytałam mnóstwo recenzji...patrzyłam na ceny...No i w końcu - raz się żyje, prawda? Jak sama nie spróbuję to nie będę wiedziała jak jest faktycznie.
    Jaki efekt?
    Super!
    Więc dziewczyny, jak któraś z Was ma problem z czerwoną twarzą to polecam ten zielony korektor + podkład i jest super!
    Zero czerwoności, mega trwałość, no może trzeba się oswoić z nakładaniem tych kosmetyków, ale warto, są bardzo wydajne! Pigmentacja różu super, ja mam kolor Surfer Girl, wzięłam też próbkę tego koloru, który recenzujesz.
    Błyszczyk jest również super jakościowo!
    Co jeszcze chciałam...
    Kremy...kupiłam kilka próbek i na razie testuje ten migdałowy - rewelacja!
    Mam cerę wrażliwą, suchą z tendencją do świecenia się w partii T, jednak po użyciu podkładu nie nakładałam jeszcze nic matującego i nie mam nadmiernego świecenia.
    Sama jestem w szoku, że taki pozytywny efekt u mnie, bo w kuferku mam naprawdę dobre kosmetyki, profesjonalne to jednak nie na co dzień.
    Najbardziej zależało mi na efekcie lekkim, naturalnym i bez efektu widocznych czerwonych naczynek oraz, żeby pory nie były zapchane. Cena kosmetyków nie jest niska, ale warto! Sama sie o tym przekonałam i nie jestem jedyna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się rozpisałam....ups...
      Chciałam tylko dodać, że pigmentacja róż jest bardzo mocna i trzeba uważać z nakładaniem ;)

      Usuń
    2. Korektor Blush Away też bardzo polubiłam, mimo że z rumieniem czy naczynkami nie mam większego problemu :) Ale bardzo fajnie neutralizuje ślady po pryszczach, dzięki niemu są niewidoczne pod podkładem :)
      Róż mam tylko jeden, ale czaję się na Surfer Girl i będę pamiętać o Twoim ostrzeżeniu :)
      Daj znać jak kremy się spiszą i który najbardziej polecasz. Dzisiaj oglądałam ich recenzję na You Tube i też szczerze mnie zainteresowały.

      Usuń
  71. cudowny! :) nie miałam jeszcze różu z LL chyba czas to zmienić

    OdpowiedzUsuń

Twoje zdanie jest zawsze mile widziane :D

.

JAKO AUTORKA BLOGA NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE, POWIELANIE LUB JAKIEKOLWIEK INNE WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI LUB WE FRAGMENTACH TEKSTÓW I ZDJĘĆ Z SERWISU INTERNETOWEGO www.iwetto.com BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY (PODSTAWA PRAWNA: DZ. U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170).