06.04.2015

ULUBIEŃCY MARCA // THE BODY SHOP, L'OREAl, YONELLE, STADLER FORM JASMINE, ETJA


Chyba jeszcze żaden miesiąc nie upłynął mi tak szybko! Dużo pracy, obowiązków, poszukiwanie nowego laptopa oraz natłok innych zadań jak np przedświąteczne zakupy spowodował, że zanim się obejrzałam już mamy kwiecień. Nie miałam nawet czasu na jakieś wymyślne makijaże, więc jak zawsze najlepiej sprawdził się cień Rimmel Scandaleyes w odcieniu Rich Russet /recenzja/ oraz paletka dziesięciu cieni Inglota /recenzja/. Natomiast w pielęgnacji pojawiło się trochę nowości, które zdominowały moich ulubieńców. Część z nich kupiłam już dawno temu i w końcu doczekali się swojej premiery. Przy okazji tych krótkich recenzji, chcę Wam jeszcze podlinkować kilka miejsc w sieci, które nagminnie odwiedzam :) 

YONELLE Infusion Eye Lift Serum - Serum pod oczy /recenzja/
Pierwszy raz mam styczność z marką i jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Szukałam czegoś skutecznego pod oczy, co będzie szybko się wchłaniać, nie obciążać nadmiernie i przede wszystkim działać. Wszystko to otrzymałam w tym małym różowym flakoniku, który dotarł do mnie gdzieś w połowie marca. Serum od razu pokazało co potrafi zmieniając znacząco wygląd mojej skóry pod oczami. Jestem zachwycona! Poznałam je dzięki Ani z bloga 'Po tej stronie lustra', więc zachęcam Was do zapoznania się z jej opinią /klik/.


THE BODY SHOP Migdałowe masło do ciała 
Otrzymałam je od Karoliny z bloga 'My Vanity Case' /klik/, która doskonale zna moje preferencje zapachowe. Otulający zapach migdałów po prostu mnie oczarował i uprzyjemniał wieczorną pielęgnację. Natomiast sam kosmetyk fantastycznie nawilża, koi oraz regeneruje skórę. Szczerze mówiąc (pisząc?) jeszcze na żadnym maśle The Body Shop się nie zawiodłam i moim zdecydowanym faworytem jest masło kokosowe /recenzja/, ale ta wersja nie pozostaje daleko w tyle. Niebawem opiszę je w szczegółach. 

L'OREAL Ever Riche Szampon i odżywka do włosów
Ta seria niestety nie jest u nas dostępna, ale można ją zamówić na stronie Lookfantastic z darmową wysyłką. Wcześniej opisywałam maskę do włosów Ever Riche /recenzja/, która niestety niczym mnie nie zaskoczyła i nie zaliczyłam jej do grona swoich ulubieńców. W przypadku tego duetu na szczęście jest zupełnie inaczej. Podoba mi się design opakowań, przyjemny zapach serii oraz to co oba kosmetyki robią z moimi włosami. Nawilżają, poprawiają kondycję, dyscyplinują i co najważniejsze nie obciążają. 


STADLER FORM JASMINE  Aromatyzer + Olejki eteryczne ETJA
Olejki eteryczne to moje największe odkrycie marca. Można ich używać jako dodatek do kąpieli lub bezpośrednio na skórę (poprzednio rozrobione z olejkiem bazowym), ale w moim przypadku najlepiej sprawdziły do inhalacji. Początkowo stosowałam zwykłą saunę do twarzy, później przerzuciłam się na kominek do olejków, ostatecznie kupiłam aromatyzer Stadler Form Jasmine, który podpatrzyłam na blogu 'Magiczny Domek' /klik/. Ułatwił cały proces, ponieważ ma dwa tryby działania - ciągły lub przerywany. Poza tym sam wyłącza się po zużyciu wody, więc nie muszę go pilnować. Na pełnym zbiorniczku pracuje około 20 godzin, ale ja używam go tylko wieczorami, po powrocie z pracy. Jestem bardzo zadowolona z zakupu :)
Natomiast do stosowania olejków przekonała mnie Agnieszka - Nissiax83 po obejrzeniu tego filmiku /klik/. Muszę Wam wyznać, że wszystkie zapachowe woski, świeczki oraz kadzidełka poszły w odstawkę odkąd zaczęłam używać olejków. Przyjemnie pachną, ale mają też dobroczynne działanie. Najbardziej pomogły mi przy alergii, ponieważ objawy stały się mniej dokuczliwe. Poza tym polubiłam zapach lawendy  o co nigdy bym siebie nie podejrzewała. Olejek pachnie zupełnie inaczej niż znane mi do tej pory kosmetyki. Jestem oczarowana, tak samo pomarańczowym, bergamotowym oraz ylang - ylang. Ten ostatni przywodzi mi na myśl zapach kosmetyków dla bobasów, bardzo kojący! Ale największym odkryciem jest cynamonowy z Organique (akurat brak na zdjęciu). Ogólnie uwielbiam olejki eteryczne i cieszę się, że przyjemny aromat niesie ze sobą również prozdrowotne działanie. Polecam wszystkim! 

02.04.2015

Podkład 3 w 1 // MAX FACTOR Face Finity All Day Flawless 3 in 1



Na palcach jednej ręki mogę policzyć podkłady, które się u mnie sprawdziły. Szkoda że większość została wycofana ze sprzedaży ;) Ale nie poddaję się, w dalszym ciągu szukam ideału i i miałam nadzieję, że zostanie nim podkład Max Factor 3 in 1. Jego cena oscyluje w granicach 60 zł, ale swój egzemplarz kupiłam podczas promocji -40 % w Rossmannie, więc zapłaciłam około 35 zł. 

Do wypróbowania skłonił mnie bardzo zachęcający opis producenta, który informuje że podkład łączy w sobie zalety trzech różnych produktów: bazy pod makijaż, korektora oraz fluidu. Gwarantuje nieskazitelny i trwały wygląd aż do końca dnia z dodatkową ochroną SPF 20. Zazwyczaj wybieram lżejsze podkłady, ale tym razem potrzebowałam mocniejszego krycia.


Dostępny jest w pięciu odcieniach i tradycyjnie wybrałam najjaśniejszy #47 Nude. To zabawne jak bardzo zróżnicowane są jasne odcienie wśród oferty jednej marki. Wcześniej używałam fluidu Max Factor Smooth Effect /recenzja/, który miał idealny kolor. Natomiast Face Finity jest dla mnie odrobinę zbyt beżowy oraz dosyć ciemny, zwłaszcza w okresie jesienno- zimowym. To nie jest duży problem, ponieważ rozjaśniam go pudrem Guerlain Meteorites #00 Blanc de Perle. Posiada dosyć wodnistą konsystencję oraz sporą pigmentację, więc wystarczy niewielka ilość do uzyskania naturalnego efektu. Użyty w większym stopniu zakrywa niedoskonałości oraz przebarwienia. Chyba te cechy najbardziej mi się w nim spodobały, ponieważ pomimo lekkiej, nieobciążającej formuły potrafi konkretnie kamuflować. 



Do aplikacji najczęściej wybieram puchaty pędzel Joursna /recenzja/ lub Real Techniques Expert Face Brush. W przypadku tego kosmetyku pośpiech przy nakładaniu jest wskazany, ponieważ szybko zastyga i potem ciężko się rozciera. Problemem dla niektórych może okazać się wykończenie. Sama tego doświadczyłam na początku używania, ale wynikało to ze źle dobranych kosmetyków pielęgnacyjnych. Potrafi podkreślić niedoskonałości oraz przesuszenia, dodatkowo ściąga i sam nieźle wysusza, ale rozwiązaniem problemu jest zastosowanie mocno nawilżającego kremu (np Pharmaceris A 'Lekki krem głęboko nawilżający)'. Warto zwrócić na to uwagę, bo o wiele lepiej się prezentuje i trzyma równie długo, także w strefie T. Trwałość to jego kolejna zaleta. Nie miałam z nim żadnych problemów do wieczornego demakijażu, nie ścierał się i nie ciemniał. 

Nie używałam go regularnie i w zasadzie od dłuższego czasu po prostu leżakuje w szufladzie, dlatego postanowiłam się z nim rozstać. Zanim to uczyniłam chciałam jeszcze o nim wspomnieć na blogu, stąd pełna recenzja. Jak wiecie znalazłam swój ideał na co dzień w postaci podkładu Tarte Amazonian Clay Full Coverage Airbrush Foundation /recenzja/. Nie będę ich nawet porównywać, bo są to dwa różne produkty, ale jedno potwierdziło się jeśli chodzi o podkład Max Factor Face Finity 3 in 1 - świetnie kryje. Potrafi być jednak problematyczny, no i odcień nie do końca mi pasuje. Dla mnie jednak okazał się lepszy od najbardziej popularnego kryjącego podkładu - Revlon Colorstay, za którego recenzję również się zabieram ;)

Mieliście okazję używać? Co sądzicie o podkładach Max Factor?

.

JAKO AUTORKA BLOGA NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE, POWIELANIE LUB JAKIEKOLWIEK INNE WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI LUB WE FRAGMENTACH TEKSTÓW I ZDJĘĆ Z SERWISU INTERNETOWEGO www.iwetto.com BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY (PODSTAWA PRAWNA: DZ. U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170).