18.02.2016

Eyeliner Magic Marc'er Blacquer // MARC JACOBS


Makijaż bez kreski dla mnie nie istnieje. Bez niej czuję się dziwnie. Jest swoistą 'kropką nad i' która dopełnia makijaż. Daleko mi do perfekcji i często w porannym pośpiechu wychodzą mi koślawe, ale mimo wszystko - nie ma dnia żebym ich nie robiła. Dlatego doceniam kosmetyki, które ułatwiają cały proces malowania. Bez wątpienia takim jest tytułowy Magic Marc'er w tradycyjnym czarnym odcieniu o nazwie Blacquer.



Eyeliner posiada cienką końcówkę, wykonaną ze sztywnej gąbeczki. Jest bardzo precyzyjna i dobrze nawilżona. Przy jej pomocy można wykonać zarówno cienką, jak  i grubą kreskę. Ma też odpowiednią twardość. To znaczy nie jest zbyt miękka, więc nie wygina się w niekontrolowany sposób;  ani nie jest zbyt twarda - nie kłuje. Już przy lekkim kontakcie ze skórą dozuje odpowiednią ilość produktu. Konsystencja jest idealna. Nie jest zbyt kremowa, ani zbyt wodnista i po aplikacji szybko wysycha. Kreska wychodzi równomierna, intensywna oraz jednolita. Nie wymaga poprawek i nie ma mowy o prześwitach. Dla niektórych na pewno będzie zaletą fakt, że nie skleja rzęs. Natomiast trwałość to prawdziwe mistrzostwo. Moją zmorą zazwyczaj jest znikanie kreski w wewnętrznych kącikach, ale nie w przypadku tego eyelinera. Trzyma się od rana do wieczora, a przy tym makijaż jest tak samo intensywny. Nic się nie odbija, nic się nie ściera, nic nie blaknie. Jest idealnie. Natomiast kolor Blacquer to typowa głęboka czerń. Opakowanie jest klasyczne, ale wykonane z mocnego plastiku. Zamknięcie solidne oraz mocne i przy domykaniu słychać charakterystyczne kliknięcie. Przed użyciem należy wstrząsnąć ;)


Oczywiście z upływem czasu wszystko się zmienia. Obecnie jestem na etapie żegnania się z tym eyelinerem i pomimo że produkt jeszcze się nie skończył, to kreska nie wychodzi już tak pięknie co na początku. Ale to tylko i wyłącznie moja wina. Wiadomo, że taki kosmetyk długo nie poleży - jego termin ważności to pół roku od otwarcia. Natomiast ja nie zawsze mam ochotę na tak intensywną kreskę, więc częściej używam eyelinera w żelu niż pisaku. Jak to wygląda po tak długim czasie? Przy dociskaniu dozuje się znacznie mniej produktu, a końcówka eyelinera już nie jest tak twarda. Narysowanie jednolitej kreski wymaga trochę gimnastyki, ale w dalszym ciągu jest to możliwe. Trudniej niestety narysować ładną końcówkę. Mimo wszystko uważam, że jest to liner godny polecenia, zwłaszcza dla fanek trwałej oraz intensywnej kreski.

Zmywanie nastręcza trochę trudności i niestety nie każda dwufazówka, płyn micelarny czy olejek sobie z nim poradzi. Sama miałam trudności ze znalezieniem skutecznego kosmetyku do demakijażu. Skończyło się na tym, że zmywałam go dwuetapowo (tylko dlatego że nie chciałam kupować nowego produktu) - najpierw płynem dwufazowym, a później płynem micelarnym. 

Śmiało mogę go zaliczyć do kosmetyków godnych polecenia. Nie wiem jeszcze czy ponowię zakup, bo obecnie kusi mnie wypróbowanie eyelinera Kat Von D - Tattoo Liner ;)

28 komentarzy

  1. ja dopiero niedawno kupilam swoj pierwszy eyeliner w pisaku. Od Maybelline. Myslałam, że nie będę potrafiła się nim posługiwać, a okazało się, że to takie proste! Niestety eyeliner ma sporo wad, więc rozglądam się za czymś "porządniejszym", także dzięki za ten pomocny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z drogeryjnej półki polecam jeszcze L'Oreal Super Liner Perfect Slim - byłam z niego równie zadowolona co z MJ.

      Usuń
  2. Kocham eyelinery! kocia kreska to mój makijażowy faworyt ever :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie doskonale siebie rozumiemy - bez kreski ani rusz ;)

      Usuń
  3. Fajny liner, ale pewnie drogi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Sephorze kosztuje około 130 zł, ale od czego są promocje ;)

      Usuń
  4. Do tego eyelinera trzeba mieć odpowiednie podejście - my na początku się nie polubiliśmy, a teraz jest fajny;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może, mi akurat od samego początku przypadł do gustu :)

      Usuń
  5. Tattoo Liner ma wiele fanek :) wiele dobrego o nim słyszałam. Moje oczy i kreski niestety się nie lubią więc nie mam co nawet testować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego chcę go wypróbować :)

      Usuń
  6. Zastanawia mnie czy skusiłabym się na niego skoro tak ciężko go zmyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo - dla jednych będzie to zaletą, dla innych wadą.

      Usuń
  7. Uwielbiam makijaże z kreską, ale jakoś sama dziwacznie się w nich czuję. Mimo wszystko nadal je maluję tylko nie codziennie, może dlatego, że czasami bywają koślawe. A moje oczy nie są symetryczne i w tym przypadku koślawa kreska jeszcze bardziej podkreśla moje dysproporcje. ;/
    Jednak ten eyeliner uwielbiam, najlepszy z pisakowych z jakimi miałam styczność. Chociaż teraz myślę podobnie o linierze Kat von D. To powiedzmy, że oba są na tym samym poziomie, bynajmniej dla mnie i mają remis. Za to szczerze nie cierpię linera z Soap&Glory. ;/ Normalnie porażka, kreska rozmazuje się czy to zaraz po nałożeniu czy w trakcie dnia, czy pod koniec. Jakby nigdy do końca nie zastygał :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ciężko trafić na taki, który dobrze się trzyma, nie podrażnia oczu i jeszcze jest przyjemny w obsłudze. Cieszę się, że polecasz ten od Kat. Teraz wiem , że mnie nie rozczaruje :)

      Usuń
  8. Jeśli nauczę się robić kreski zwykłym eyelinerem z pewnością go kupię

    OdpowiedzUsuń
  9. Po pierwsze, cieszę się, że wróciłaś :) Brakowało mi Twoich wpisów :* Po drugie, liner wygląda świetnie :) Nie wiem co prawda jak sprawdziłby się w moich niewprawnych rękach, ale zakup poważnie rozważę, tym bardziej, że mój liner w słoiczku z Maybelline zaczyna już przypominać kamień i coraz trudniej się go użytkuje, więc czas na wymianę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) W takim razie radziłabym Ci poważnie zastanowić się nad linerem w żelu Bobbi Brown - jest rewelacyjny i właśnie denkuję kolejne opakowanie.

      Usuń
  10. Bardzo lubię eyelinery w pisaku, to moja ulubiona forma aplikacji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak trafi się na dobry, to kreska robi się niemal sama ;)

      Usuń
  11. Ja mam problem z rozmazującą się kreską, ale na szczęście udało mi się znaleźć nawet dwa linery, które spokojnie zaspokajają moje potrzeby, z czego jeden drogeryjny i dostępny na wyciągnięcie ręki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i w końcu wróciłaś! Czekałam na to <3

      Usuń
    2. W takim razie jestem ciekawa, które się u Ciebie sprawdziły. U mnie jedynie Loreal Super Liner Perfect Slim. Reszta albo mnie podrażnia albo jest kiepskiej jakości.
      Dziękuję, to bardzo miłe z Twojej strony :*

      Usuń
  12. Ja uwielbiam kreski, ale z racji mocno opadającej powieki na codzień robię krechę kredką i lekko rozcieram. Eyeliner to u mnie wyższa szkoła jazdy ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam opadającą powiekę i niestety u mnie kreska wykonana kredką znika w ciągu dnia. Dlatego krechy robię wyłącznie eyelinerami.

      Usuń

Twoje zdanie jest zawsze mile widziane :D

.

JAKO AUTORKA BLOGA NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE, POWIELANIE LUB JAKIEKOLWIEK INNE WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI LUB WE FRAGMENTACH TEKSTÓW I ZDJĘĆ Z SERWISU INTERNETOWEGO www.iwetto.com BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY (PODSTAWA PRAWNA: DZ. U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170).