17.09.2016

Wegańskie kosmetyki, to znaczy jakie?


Spotkałam się z kilkoma wątpliwościami odnośnie wegańskich kosmetyków, szczególnie po opublikowaniu posta Lista wegańskich firm kosmetycznych oraz nietestujących na zwierzętach. Wiele osób sugerowało mi firmy, które wydawały im się 'cruelty free'. Niestety w większości przypadków podpowiedzi były błędne. Dlatego chciałam w tym poście pokrótce wyjaśnić problem. Ogólnie weganizm wyklucza spożywanie oraz używanie wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego. W kosmetykach można spotkać szereg składników, które niestety wykluczają ich używanie przez wegan. Najpopularniejsze z nich to między innymi:
wosk pszczeli • łój • jedwab • karmin • miód • keratyna • elastyna • kolagen • mleko • jogurt • kazeina • jajka • cholesterol • chitosan • lanolina • kwas stearynowy • gliceryna
Oczywiście część z wymienionych przeze mnie składników, może być również pochodzenia roślinnego (np lanolina, gliceryna) lub syntetycznego (wosk). Dlatego istotne jest wnikliwe czytanie składów kosmetyków. Niektóre marki bezpośrednio na etykiecie podają skąd pochodzi dany składnik, np. Alterra. W przypadku innych firm, niestety trzeba się dowiedzieć u źródła. Najlepiej wysłać maila z zapytaniem jakich składników pochodzenia zwierzęcego używają podczas produkcji. 

Jednak jeśli kosmetyk nie zawiera takiego składnika, to w dalszym ciągu nie oznacza że jest on wegański. Tutaj wkracza jeszcze 'polityka' marki oraz testy na zwierzętach. Aby kosmetyk mógł być uznawany za całkowicie wegański, firma produkująca go, nie może przede wszystkim przeprowadzać testów na zwierzętach. Kolejna kwestia to dostawcy poszczególnych składników, którzy muszą gwarantować, że podczas produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę (trochę uogólniam, ale każdy chcący zgłębić temat będzie wiedział o co chodzi). Marka produkująca nie może także należeć do koncernu, które takie testy przeprowadza lub sprzedawać swoich produktów w państwach, które mogą wymagać tego typu badań (np. Chiny).


Następna kwestia to certyfikaty - różne znaki króliczka, Vegan czy inne podobne symbole. Tak naprawdę im też nie można do końca ufać, bo każda marka jest w stanie stworzyć swój własny symbol i uchodzić za 'cruelty free'. Także w tym przypadku radzę trzymać się tych najbardziej popularnych symboli. W Polsce przyznaje je Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva. Poza tym znowu muszę wspomnieć o koncernach. Często produkty oznaczone królikiem Pety czy logo Vegan Society należą do testującego koncernu. Dobrym przykładem jest popularna nawet u nas firma Original Source. Na jej produktach widnieje symbol Vegan Society, ale prawda jest taka że należy do koncernu przeprowadzającego testy, więc mimo swoich starań nie jest wegańska. Kolejną popularną marką, którą sama bardzo lubiłam jest Urban Decay. Na ich opakowaniach widnieje króliczek, jednak należy do koncernu L'Oreal. Chcę jednak zaznaczyć, że lepiej kupić kosmetyk z takim logo, niż bez niego. Mamy  wtedy przynajmniej pewność, że dany produkt nie był testowany.

Sprawa wydaje się być skomplikowana, bo nawet lokalne polskie firmy, odgórnie mające zakaz przeprowadzania testów w UE mogą w dalszym ciągu to robić. Jak wspomniałam na wstępie, mogą używać składników z niepewnych źródeł (Inglot), produkować poza granicami kraju, gdzie taki zakaz nie obowiązuje czy po prostu zlecać takie testy w laboratoriach poza UE. A jak jest w rzeczywistości? Jeśli firma nie wprowadza nowatorskich składników i bazuje na dobrze znanych oraz sprawdzonych, to nie będzie takich testów przeprowadzać (abstrahując od tego, że jest wiele alternatywnych metod). Dobrym przykładem jest tu rodzima Ziaja. Ich produkty nie są nowatorskie, nie zawierają super nowoczesnych cząstek X czy enzymów Y. Poza tym nie mieli problemów, aby powstrzymać się przed wprowadzeniem swoich produktów do Chin.

Mam jednak dobrą wiadomość! Jeśli naprawdę się chce, to z łatwością można znaleźć interesujący nas wegański kosmetyk, dostępny w każdej polskiej drogerii, a także w różnym przedziale cenowym. Przede wszystkim powstaje wiele firm, które produkują same wegańskie kosmetyki lub udostępniają listę, na której wyszczególniają konkretne produkty dla wegan. Wielkie marki, jak na przykład moja ulubiona Kat Von D, zmieniają cały swój asortyment, eliminując składniki pochodzenia zwierzęcego (to jest dopiero coś niesamowitego!). Poza tym istnieje mnóstwo kanałów na YT, blogów, prowadzonych przez cudowne osoby, poświęcające swój czas na pisanie do firm i sprawdzające czego można używać z czystym sumieniem. Moje trzy ulubione blogerki, które  są kosmetycznym guru w tej kwestii i szczerze je polecam, to:
Miał powstać post informacyjny, a mam wrażenie że przez przypadek wyszedł trochę ostrzegający ;) Prawda jest taka, że nigdy do końca nie mamy gwarancji, że uzyskana odpowiedź od firmy będzie szczera i rzetelna. Nie mamy też gwarancji czy wysłany mail został olany czy przez przypadek nieodczytany, a marka trafia na listę z oznaczeniem 'niepewna'. Trzeba naprawdę dużego samozaparcia, żeby wyłuskać potrzebne informacje od producenta. Sama niestety kilka razy się o tym przekonałam, ale najważniejsze to się nie poddawać i dążyć do celu. Jeśli jakiejś marce nie zależy na aprobacie wegańskiej społeczności, to trudno. Po prostu będzie miała mniejsze grono odbiorców na własne życzenie. A jeśli świadomie wprowadza w błąd (np. Avon, Oriflame, Yves Rocher), to wierzcie mi, że prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. 

Zachęcam do korzystania z mojej listy, przy której tworzeniu wzięłam pod uwagę wszystkie wymienione przeze mnie aspekty. 

P.S. Pozował Kacper :) 

17 komentarzy

  1. Też czytam te 3 blogi i bardzo je lubię. Bardzo przydatny post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak uważasz :)

      Usuń
  2. No popatrz, jakie to oszustwa robią a człowiek im wierzy... :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale masz modela :).
    Dzięki za ten post, trochę rozjaśnia w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja właśnie niedawno odkryłam taką firmę, której byłam pewna, że kosmetyki są w 100% wegańskie. Mam na myśli markę Lily Lolo. Okazuje się jednak, że w niektórych kosmetykach wykorzystują składniki pochodzenia zwierzęcego, co mi osobiście nie przeszkadza, ale wiem, że niektórzy mogą nie być tego świadomi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że nie testują na zwierzętach :)

      Usuń
  5. Kacper jest przeuroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja przyznaję, że odkąd zaczęłam się tym bardziej interesować, to chociaż się staram wybierać te nietestowane na zwierzętach. Jeżeli natomiast znam wegański odpowiednik danego kosmetyku - to chętnie kupię ten wegański. Ale czasami odnoszę wrażenie, że tak ciężko mi teraz cokolwiek kupić. Chociaż się staram i nie poddaję:)

    Kacper jest super, podobny kolorystycznie do mojego Peruna. I ma taki świetny wzrok!: "ej człowieku!" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po zgłębieniu tematu wybory naprawdę przychodzą bardzo łatwo! A dzięki temu, że weganizm jest coraz bardziej popularny, wiele marek umieszcza odpowiednią informację na produkcie. Np ostatnio robiąc zakupy w Naturze chciałam sobie kupić kredkę do ust z Essence. Na jednej było napisane jasno i wyraźnie, że zawiera karmin. Byłam lekko zszokowana, ale też zadowolona że nie musiałam tego sprawdzać w internecie. Jak widać, wszystko zależy od podejścia producenta. Jeśli chce mieć wegańskich klientów, to się postara.

      Kacper tutaj wyszedł bardzo poważnie, zupełnie jak nie on. Najczęściej robi maślane oczy jako Kot ze Shreka, co w domyśle znaczy 'daj jedzenie' ;)

      Usuń
  7. bardzo przydatny post.Wcześniej w ogóle się nie interesowałam tym tematem. Dla mnie czarna magia była, właśnie przez te oszustwa producentów.Ciężko to wszystko mi było oganąć.Twoj post zdecydowanie rozwiał wiele moich watpliwości i niepewności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie cieszę się, że mój post okazał się przydatny :)

      Usuń
  8. a ja ich nie znałam (blogów) i zaraz się zabieram za czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  9. To fajnie, że mogłam Ciebie czymś zaskoczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo podobnie jest z produktami jedzeniowymi, nazwy fit slim itd to zwykły chwyt marketingowy za którym nie musi nic stać… Trzeba wszystko czytac w naszych czasach gdy chce się mieć pewność co się kupuje ;(

    OdpowiedzUsuń

Twoje zdanie jest zawsze mile widziane :D

.

JAKO AUTORKA BLOGA NIE WYRAŻAM ZGODY NA KOPIOWANIE, POWIELANIE LUB JAKIEKOLWIEK INNE WYKORZYSTYWANIE W CAŁOŚCI LUB WE FRAGMENTACH TEKSTÓW I ZDJĘĆ Z SERWISU INTERNETOWEGO www.iwetto.com BEZ MOJEJ WIEDZY I ZGODY (PODSTAWA PRAWNA: DZ. U. 94 NR 24 POZ. 83, SPROST.: DZ. U. 94 NR 43 POZ. 170).